Św. Teresa z Lisieux (1873-1897)

Patronka Misji i Doktor Kościoła



ROZWÓJ WRAŻLIWOŚCI MISYJNEJ ŚW. TERESY OD DZIECIĄTKA JEZUS

s. Maristella Alina Flor CSCIJ
(Praca magisterska)

KOŚCIÓŁ WE FRANCJI I MISJE W XIX WIEKU

1. Sytuacja polityczna i religijna Francji w XIX wieku
2. Rozwój misji we Francji w XIX wieku

ŚWIAT RODZINNY ŚW. TERESY MARTIN

1. Zelia Guérin i jej rodzice
2. Ludwik Martin i jego rodzice
3. Zelia i Ludwik Martin i ich dzieci

POWOŁANIE MISYJNE ŚW. TERESY OD DZIECIĄTKA JEZUS

1.Teresa i jej duch misyjny przed wstąpieniem do Karmelu
2. Realizacja powołania misyjnego w Karmelu
2.1. „Być Miłością w Sercu Kościoła”
2.2. Dzieło miłości
3. Misyjny charakter ostatnich dni Teresy

ZAKOŃCZENIE









KOŚCIÓŁ WE FRANCJI I MISJE W XIX WIEKU

Od końca XVIII wieku poprzez cały wiek XIX Francja przechodziła niezwykle burzliwe dzieje polityczne. Oddziaływało to na wszystkie dziedziny życia w państwie, nie wyłączając Kościoła 4. W tym okresie zauważalny jest zarówno wzrost pobożności, jak i równocześnie jej upadek. Od rewolucji francuskiej do ustawy rozdzielającej Kościół od państwa trwał okres niestabilności religijnej w państwie, na którą wpływały dość szybkie zmiany w rządzie francuskim. Te dynamiczne zmiany w państwie wpływały na życie religijne obywateli, którzy z jednej strony przypatrywali się rozwojowi misyjnej działalności Kościoła, a z drugiej strony przeżywali osłabienie własnej religijności i pobożności. W takim trudnym momencie historii Francji przychodzi żyć rodzinie Martin i ich córce, świętej Teresie od Dzieciątka Jezus, patronce misji.

1. Sytuacja polityczna i religijna Francji w XIX wieku

Po obaleniu dynastii Burbonów i kilkunastoletnich rządach republikańskich, w 1804 roku Napoleon Bonaparte uczynił Francję cesarstwem. Po upadku Napoleona nastąpiła tzw. restauracja Burbonów i rządy Ludwika XVIII (1814-24) oraz Karola X (1824-30), a następnie monarchia lipcowa z Ludwikiem Filipem I Orleańskim (1830-48), zwanym królem mieszczańskim, i faktycznymi rządami burżuazji finansowej. Kolejna rewolucja lutowa obaliła monarchię orleańską i ogłosiła II Republikę, której żywot trwał zaledwie trzy lata. Stojący na jej czele prezydent, Ludwik Napoleon Bonaparte (1808-73), w grudniu 1851 dokonał zamachu stanu i w roku następnym ogłosił się cesarzem Francuzów, jako Napoleon III (1852-70), proklamując II Cesarstwo. Wreszcie w roku 1870 rozpoczął się okres III Republiki, trwający lat 70, tj. do roku 1940, gdy Francja uległa okupacji hitlerowskich Niemiec.

Już sam pobieżny przegląd zmian ustrojowych pozwala stwierdzić, że w dziewiętnastowiecznej Francji ścierały się dwa kierunki polityczne: monarchistyczny i republikański. Kościół francuski opowiadał się jednoznacznie za monarchią, republikanów uważał za burzycieli porządku ustanowionego przez Boga, a niektórzy biskupi demokrację określali wprost mianem herezji. Republikanie natomiast swoje antykościelne stanowisko uzasadniali przekonaniem, że religia wraz ze swym porządkiem moralnym jest obciążona powiązaniem z dawnym ustrojem społecznym i politycznym.

Narodziny Teresy poprzedził okres rządów burżuazji orleańskiej, dla której „(...) Kościół był przydatny, jako partner do obrony prawa własności. Sprawy religijne stały u niej na dalekim planie lub nie były w ogóle brane pod uwagę. Postawę tej burżuazji trafnie nazwano klerykalizmem bez Boga”5. Jeden z polityków Montalambert wraz ze swoimi stronnikami przewidywał pewne niebezpieczeństwo takiej polityki. Widzieli oni w niej zagrożenie dla prawdziwie rozumianej wolności. Przyczynili się wraz z Alfredem de Falloux, przy poparciu Louisa A. Thiersa i G. Molle’a do powstania Wielkiej Partii Porządku, by w parlamencie bronić spraw religijnych. Jednak ogół katolików udzielał poparcia antydemokratycznym uchwałom parlamentu, który zamierzał powściągnąć w działaniu przedstawicieli lewicowych. Postawa ta była przyjmowana, jako sprzeciw wobec socjalizmu i republikanizmu zwłaszcza, gdy popierano Ludwika Napoleona, za obietnice wolności nauczania w szkołach średnich i za udzielenie papieżowi pomocy w obronie Państwa Kościelnego. Te obietnice zagwarantowały Ludwikowi pokonanie kandydatury Cavaignaca. Ludwik Napoleon zostaje prezydentem, ale to mu nie wystarczyło, pragnął cesarstwa. U katolików zyskuje poparcie w dążeniu do celu, ponieważ silną władzę uznawali za ostoję ładu i spokoju. Napoleon dokonał zamachu, ogłosił się cesarzem. Wśród republikanów narasta antyklerykalizm, ponieważ katolicy wykazali aprobatę dla Napoleona.

Po restrykcyjnej polityce monarchii Ludwika Filipa Orleańskiego, Kościół we Francji za Napoleona III odzyskał wolność, gwarantowaną przez konstytucję II Republiki. Uzyskał usunięcie pozostałości Artykułów Organicznych, czyli zbioru praw wprowadzonych przez Napoleona Bonapartego odnoszących się do katolicyzmu i protestantyzmu, jednym z ich celów było osłabienie pozycji papieża Piusa VII. Wobec katolicyzmu, który był wówczas religią dominującą ustanowiono cztery główne założenia. Pierwsze z nich odnosiło się do relacji Kościoła rzymskokatolickiego z Francją w obliczu nowej konstytucji. Na mocy tego prawa, wszelkie dokumenty papieskie, dekrety soborów, synodów musiały być zatwierdzone przez rząd. Drugie dotyczyło zasad i regulaminów w seminariach duchownych musiały być one zatwierdzone przez państwo. Ponadto w seminariach nakazywano nauczać o Deklaracji z 1682 i artykułach gallikańskich, a liczba wyświęconych miała być corocznie ustalana przez rząd. Trzecie założenie w miastach, w których jest więcej niż jedno wyznanie, zabraniano organizowania procesji. Oprócz tego wszyscy księża powinni nosić jednolity czarny ornat i w całym kraju powinien obowiązywać jeden katechizm. Ostatnim założeniem dotyczącym Kościoła katolickiego było uregulowanie wynagrodzeń osób duchownych i ustalania granic parafii i diecezji.

Napoleon Bonaparte te Artykuły dołączył do Konkordatu bez wiedzy Papieża. Po ogłoszeniu Artykułów, Pius VII miał nadzieję jeszcze na ich odwołanie, kiedy udał się do Paryża, na koronację cesarską Napoleona. Cesarz jednak odmówił i postawił papieżowi kolejne zaporowe warunki. „Jedynym osiągnięciem papieża podczas pobytu w Paryżu była zgoda cesarza na przywrócenie niektórych zgromadzeń zakonnych (misjonarzy Zgromadzenia Ducha Świętego i szarytek), wznowienie seminarium dla misji zagranicznych i zniesienie kalendarza republikańskiego”6. Artykuły Organiczne zostały unieważnione wraz z konkordatem dopiero w 1905, dzięki wprowadzeniu we Francji ustawy rozdzielającej Kościół od państwa7.

Przez te cztery lata Drugiej Republiki Kościół miał prawo do budowy nowych kościołów, tworzenia szkół i odbywania synodów prowincjalnych oraz na gruncie prawa do zrzeszania się swobodnego rozwoju zakonów i zakładania nowych. Biskupi uzyskali godność senatorów, a Kościół otrzymał prawo prowadzenia nie tylko szkolnictwa elementarnego, ale i średniego. Napoleon III zwrócił katolikom wiele zagrabionych świątyń, przyczynił się do zreorganizowania duszpasterstwa wojskowego, zezwolił na powrót do Francji niektórych zakonów i na urzędowe kontakty biskupów ze Stolicą Apostolską, ponadto zniósł placet królewskie na pisma papieskie i przywrócił święcenie niedzieli i świąt katolickich.

Wpływy Francji za Napoleona III sprzyjały rozwojowi chrześcijaństwa. Cesarz wraz z doradcami doceniali moralną i społeczną rolę religii w przeciwdziałaniu skutkom propagandy rewolucyjnej. Spodziewali się również, że przy współudziale kleru łatwiej będzie nowemu reżimowi pozyskać legitymistów, mających pozycję wpływową w niektórych częściach Francji. Rząd podniósł dotacje dla Kościołów i nie nalegał na stosowanie się do artykułów organicznych wprowadzonych przez Napoleona Bonapartego. Cesarz tłumił wrogie religii tendencje w szkolnictwie państwowym i szukał wszelkich sposobności, by ludowi Kościół kojarzył się zawsze z autorytetem państwa8. Kościół korzystając z reakcji ludu wywołanej ekscesami rewolucyjnymi, przyciągał do siebie coraz liczniejsze rzesze burżuazji, która widziała w nim jedyną skuteczną gwarancję utrzymania porządku społecznego. „Stałe odzyskiwanie wpływu na klasy rządzące od początku stulecia pozwoliło duchowieństwu liczyć na poparcie wielu wyższych funkcjonariuszy państwowych i merów, których władza w reżimie autorytarnym jest znaczna; ich przychylność dodatkowo podkreślała pozytywny stosunek władzy do kleru 9.

Chrześcijaństwo zaczęło na nowo odzyskiwać swój autorytet, jego pozycja zaczęła się umacniać. Nastąpiła również poprawa sytuacji materialnej kleru wiejskiego, która na wielu terenach była aż do połowy XIX stulecia bardzo niepewna. Ta nowa sytuacja, w której znalazł się Kościół Francuski spowodowała wzrost powołań kapłańskich, do czego również przyczyniło się „Prawo Falloux”. W całej Francji liczba powołań wzrosła o ponad jedną trzecią. II Cesarstwo osiągnęło, pod względem wzrostu liczby powołań, szczyt „(...) pomiędzy okresem średniego rozwoju za monarchii lipcowej i okresem gwałtownego spadku za III Republiki”10. Mimo tak szybkiego i prężnego rozwoju Kościoła Francuskiego, rząd nie sprzeciwiał się zadziwiająco szybkiemu rozwojowi zgromadzeń zakonnych, dla których epoka II Cesarstwa była okresem szczególnej koniunktury: w latach 1851-1861 liczba zakonnic wzrosła z 34 208 do 89 243, a zakonników z 3000 do 17 656. Te dane pozwalają nam twierdzić, że rządy Napoleona III podczas II Cesarstwa sprzyjały religii. Ten gwałtowny rozwój zgromadzeń dostarczył Kościołowi sił niezbędnych do realizacji podwójnego zadania a mianowicie: przeniknięcia do państwowego szkolnictwa średniego i rozwoju szkół katolickich. „Prawo Falloux” umożliwiało proboszczom sprawowanie kontroli nad nauczycielami a wielu z nich nie było z tego zadowolonych. Ta kontrola proboszczów budziła u niektórych rozgoryczenie. Kościół zaczął poszerzać swoje panowanie, usiłował przekonać władze lokalne, by przekazały jak najwięcej szkół państwowych zgromadzeniom zakonnym. Powstało ustawodawstwo sprzyjające kościołowi, odnoszące się do darowizny i spadków na rzecz kościoła. To spowodowało powiększenie liczby szkół katolickich.

Rząd francuski był dość mocno zaangażowany w sprawy społeczne. Nie chciał dopuścił do tego, aby Kościół wyręczył go w tej działalności, dlatego zaproponował katolikom współpracę w tej dziedzinie. To spowodowało gwałtowny wzrost-obok państwowych przytułków, domów opieki i szpitali - różnego rodzaju instytucji katolickich, prowadzonych przez zgromadzenia zakonne lub katolików świeckich, najczęściej w powiązaniu z Towarzystwem św. Wincentego a Paulo.

Taka mocna pozycja Kościoła i jego rozwój nie trwały wiecznie. Minęło zagrożenie rewolucyjne, rząd coraz bardziej stawał się niezadowolony z rosnącej liczby kleru w życiu publicznym a świetność struktur instytucjonalnych tylko częściowo odpowiadały rzeczywistej prawdzie o sytuacji religii. „Tylko najbardziej wnikliwi obserwatorzy zaczynali dostrzegać dwuznaczny sens wielkiego rozkwitu Kościoła w pierwszej dekadzie II Cesarstwa. Bliski był jednak czas, gdy symptomy zbliżającego się kryzysu religijnego miały pojawiać się coraz częściej 11. Równocześnie odnotować trzeba brak znaczniejszego zaangażowania kleru w środowiskach robotniczych, które coraz bardziej opanowywali socjaliści, co powodowało dystans proletariatu od Kościoła, a w konsekwencji powolną dechrystianizację.

Koniec II Cesarstwa i rządów Napoleona III, wyznacza wojna, jaką w 1870 roku Francja wypowiedziała Prusom. Druzgocąca klęska pod Sedanem (l września 1870) i wkroczenie wojsk pruskich do Paryża (styczeń 1871) przyczyniły się do wybuchu powstania robotniczego w stolicy (marzec-maj 1871). Władzę przejęły siły radykalne odznaczające się wrogością wobec Kościoła. Komuna Paryska proklamowała rozdział Kościoła od państwa i konfiskatę dóbr kościelnych. Sprofanowano wiele świątyń, a podczas „Krwawego Tygodnia” (21-28 maja 1871) czasu rozpaczliwego oporu komunardów wobec napierających wersalczyków ginie arcybiskup Paryża Georges Darboy (1813-71) i sześćdziesięciu dwóch duchownych z rąk przedstawicieli komuny paryskiej. Antyklerykalizm republikanów wzmogła polityka prokościelna w czasach Cesarstwa 12.

W korespondencji rodzinnej państwa Martin, błogosławionych rodziców św. Teresy od Dzieciątka Jezus, znajdujemy wiadomości o tej wojnie, o obawach, lękach i troskach ludzi z tamtego okresu13.

W dziejach Francji rozpoczął się nowy okres, zwany III Republiką, na który przypada całe życie Teresy. Przewagę w rządzie zdobyli liberałowie. Początkowo polityka ich nie nosiła znamion antykościelnych. Francja nawiązała w tym czasie stosunki dyplomatyczne ze Stolicą Apostolską, powstało pięć uniwersytetów katolickich, a sam Kościół cieszył się dobrze rozwiniętymi organizacjami, prowadził szeroką działalność wydawniczą, charytatywną, społeczną, duszpasterską. Kościół doszedł do wielkiego znaczenia, został określony przez papieża Piusa IX i Leona XIII, jako najstarsza córa Kościoła i kolumna Kościoła 14.

Zmiana sytuacji nastąpiła w roku 1876, gdy radykałowie zdobyli większość w parlamencie. W 1879 wydano ustawę zabraniającą prowadzenia szkół przez te zakony, które nie posiadały rządowego zezwolenia na osiedlenie się i działalność we Francji. Ustawę wykonano w roku 1880, co zapoczątkowało walkę Republiki z Kościołem o zakony i szkolnictwo. Zaostrzenie nastąpiło w 1882 roku, gdy uchwalono laicyzację nauczania elementarnego. Do kolejnych posunięć antykościelnych należało zaprowadzenie obowiązku służby wojskowej dla duchownych, zniesienie duszpasterstwa w wojsku i szpitalach, sekularyzacja sądów i szkolnictwa oraz ograniczenia dotyczące życia religijnego, m. in. kazań, procesji i stowarzyszeń kościelnych. Rok 1884 przyniósł wprowadzenie rozwodów cywilnych.

Coraz silniejsze były dążenia do rozdziału Kościoła i państwa oraz żądanie zniesienia konkordatu. Tych ostatnich postulatów na razie nie zrealizowano ze względu na niesprzyjającą w kraju sytuację oraz biorąc pod uwagę, że część wyborców nie popierała tych planów. Rząd uznał konieczność łagodzenia narastających napięć; temu zaś sprzyjała pojednawcza polityka Leona XIII. Papież zachęcał katolików francuskich, by zrezygnowali z zamiaru wznowienia monarchii i zaangażowali się czynnie w życie polityczne Republiki. Uczynił to w encyklikach Nobilissima Gallorum (1884) i Au milieu des sollicitudes (1892). Linię papieża reprezentowali nuncjusz apostolski w Paryżu abp Włodzimierz Czacki (1834-88) oraz abp Algieru Charles Lavigerie (1825-92). Katolicy wprawdzie rozbudowali swe organizacje, ale politycznie nie zdołali się zjednoczyć. Część z nich przyjęła wskazania papieża, inni, nastawieni zdecydowanie konserwatywnie, skrycie je zwalczali, popierali zaś skrajnie nacjonalistyczną organizację polityczną Action Française.

Nowe napięcia między katolikami a Republiką nastąpiły pod koniec wieku, gdy zgromadzeniom zakonnym zabrano część uposażenia, a sztandarowym problemem poruszającym umysły Francuzów stała się słynna sprawa Żyda alzackiego, kapitana Alfreda Dreyfusa. Który został oskarżony o szpiegostwo na rzecz Niemiec. Jednak dowody przeciwko niemu nie były całkowicie przekonywujące, ale niestety jego żydowskie pochodzenie czyniło go winnym. Skazany został w grudniu 1894 r. przez radę wojenną na dożywotnie zesłanie. Jego rodzina, wspomagana przez kilka drukarni gazet, rozpoczęła starania o rewizję wyroku. Podjęty proces jego rehabilitacji doprowadził katolików do przekonania, że rządy Republiki opanowane są przez Żydów i masonów. Już po śmierci Teresy doszło do zamknięcia 12 tysięcy szkół katolickich, zniesienia prawie wszystkich zakonów, a w końcu ustanowienia przez Parlament w 1905 roku parlament prawa o rozdziale Kościoła od państwa15.

2. Rozwój misji we Francji w XIX wieku

Wiek XIX jest niezmiernie ważny dla samej Francji jak i historii misji. Po burzliwych falach Rewolucji Francuskiej, które wydawały się skazywać Kościół katolicki na śmierć przyszła Restauracja, która przyniosła ze sobą przebudzenie chrześcijaństwa. Sytuacja we Francji miała wpływ na całą Europę, gdyż przebudzenie misyjne na początku XIX wieku wyszło z Francji i szybko ogarnęło kraje graniczne.

Było ono uwarunkowane licznymi czynnikami, takimi jak: wzrost demograficzny, rozwój przemysłu i komunikacji (dzięki statkom parowym komunikacja między kontynentami staje się łatwiejsza, a misjonarze francuscy mieli na statkach darmowy transport), odkrycia geograficzne, postęp medycyny i ekspansja kolonializmu.

Gdy przyjrzymy się kwestii kolonializmu, trzeba zauważyć, że polityka kolonialna drugiej połowy XIX w. różniła się zasadniczo od polityki pierwszej połowy tego wieku. Państwa europejskie rozpoczęły w tym okresie gorączkową, wytężoną, zawziętą walkę o podział świata. Cel podbojów był skierowany na tereny bezpańskie, podbijano kraje słabe i niezdolne do własnej obrony. Głównym zainteresowaniem kolonizatorów, w tym czasie, były ziemie czarnego lądu, a mianowicie Afryka.

Walka kolonizatorów, o ziemie czarnego lądu, przybrała olbrzymie rozmiary tak, że w 1876 r. do państw europejskich należała jedna dziesiąta części Afryki, a w 1914 r. już cała Afryka - oprócz dwóch niezależnych państw tubylczych, Etiopii i Liberii. W tak krótkim czasie zostaje opanowana Afryka przez państwa europejskie, które poprzez ekspansje kolonialną rozciągają swoje protektoraty nad słabszymi. „W centralnej i południowej Afryce, którą w XIX w. podzielili między siebie kolonialne mocarstwa europejski (Anglia, Francja, Portugalia, Hiszpania, Belgia, Niemcy), pracę misyjną podjęli przede wszystkim Francuzi”16.

Ekspansja kolonialna w pierwotnej postaci obejmowała, jak wyżej zostało przedstawione, ziemie słabo zaludnione, zamieszkane przez ludność stojącą na niskim stopniu rozwoju cywilizacyjnego17. Nie zawsze dokonywała się ona tak jak powinna i nie była prowadzona przez osoby kompetentne. Wedle J. Pajewskiego tak wyglądał podbój kolonialny a zarazem misyjny: „Kolonizator europejski, oficer niższego stopnia, przedsiębiorczy kupiec czy zwykły awanturnik, przybywał na czele oddziału złożonego z kilkunastu czy kilkudziesięciu żołnierzy do kraju uważanego za bezpański, za własność niczyją i wywieszał tam flagę swego państwa”18. Ten gest oznaczał przyjęcie danej ziemi pod protektorat konkretnego państwa europejskiego, do którego należał kolonizator. Nie rzadko trzeba było się jednak wkupić w posiadanie władzy nad daną ziemią poprzez różnego rodzaju sprzęty lub argumenty, a nawet użycie siły.

Przyczyny tego wielkiego natężenia ekspansji kolonialnej są ściśle związane z rozwojem kapitalizmu, czyli ustroju społeczno-gospodarczego, w którym większość środków produkcji i dóbr jest własnością prywatną lub państwową. Zauważalna jest w końcu XIX wieku zmiana w pojmowaniu i rozumieniu kapitalizmu, przybiera on nowe oblicze. Przechodzi od wolnej konkurencji do systemu monopolistycznego, a jego wysiłki i dążenia ekspansjonistyczne osiągają szczyt. Według J. Pajewskiego: „Wymienić można cztery walne przyczyny wytężonej ekspansji kolonialnej w erze imperializmu. Kolonie potrzebne są państwom kapitalistycznym jako: 1) źródła surowców, 2) rynki zbytu, 3) teren wywozu kapitałów, 4) bazy wojskowe>19. Można do tego dodać, że ekspansja kolonialna była również po to, by zanieść Chrystusa tam, gdzie był jeszcze nieznany i w ten sposób, wypełnić nakaz misyjny przekazany uczniom: „Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu!”(Mk 16, 15).

„Kolonizacja Afryki przez Europejczyków z pewnością wywierała wpływ na misje w Afryce, ale także zapewniła dla działalności misyjnej.”20 był pojęciem określającym stan pokoju istniejącego wewnątrz i na zewnątrz państwa rzymskiego. Termin ten dosłownie odnosi się do I i II wieku, kiedy to zasięg terytorialny był największy, a ekspansja militarna Rzymu ograniczona była do minimum.
Nie miały miejsca żadne większe niepokoje państwowe, a władza była stabilna. Panował jeden język, była dobrze rozwinięta sieć dróg lądowych i morskich, co ułatwiało szybką wymianę różnych zdobyczy cywilizacyjno-kulturalnych. Również warunki życiowe były dość ujednolicone21.

Natomiast na rozwój misji zwykle wymienia się trzy wewnętrzne czynniki kościelne i trzy korzystne uwarunkowania zewnętrzne. Tymi głównymi czynnikami, według M. Banaszaka były: 1) odrodzenie życia religijnego w Kościele Powszechnym, co pobudzało do odpowiedzialności za misje, 2) powstawanie dzieł misyjnych i stowarzyszeń wspierających misje, 3) utworzenie zgromadzeń misyjnych. Do pracy na misjach włączono siostry zakonne i braci zakonnych, jak bracia szkolni i bracia szpitalni. Wydawano znaczną liczbę czasopism misyjnych, poczytnych z racji samej idei, lecz również dla egzotyki. Powstała nauka misjologii, traktowana jako osobny przedmiot badań i nauczania. Trzeba dodać, że korzystnymi warunkami „(...) rozwoju misji były odkrycia geograficzne. Wyprawy badawcze docierały do nieznanych dotąd terytoriów Afryki centralnej, Azji centralnej, Turkiestanu i Himalajów. Miały one cele naukowe, lecz wiadomości o nich budziły entuzjazm misyjny. Służyła temu w szczególniejszy sposób książka szkockiego geografa i ewangelickiego misjonarza Davida Livingstone’a, który pisał, że ostatecznym celem podróży badawczej jest przekazać ludziom tego kraju znajomość i nieocenione dobrodziejstwa chrześcijaństwa”22.

Ruch misyjny w XIX wieku zainspirowany został przez głębokie doświadczenie chrześcijańskie odnoszące się do planu powszechnego zbawienia, ofiarowanego wszystkim, bez różnicy, przez Ojca w Jego wcielonym Synu. Po pierwsze z tego faktu wynikał obowiązek głoszenia zbawienia w Jezusie Chrystusie, przez tych, którzy tę prawdę przyjęli, po drugie plan ten został skierowany do najbardziej opuszczonych w świecie ludzi. Tak więc doświadczenie zbawienia w Chrystusie i miłość Jego ku wszystkim przynaglało misjonarzy, by wyjechać do Afryki. Misjonarze jednak mieli całkiem inne plany i cele pobytu w koloniach niż kolonizatorzy i to często było przyczyną konfliktów i nieporozumień.

„Pierwszy etap działalności misyjnej w XIX wieku rozpoczęto od emancypacji niewolników. Inicjatorami tego dzieła byli: matka Javouhey, o. Libermann i kilku włoskich misjonarzy”23 a po Konferencji Berlinskiej w tym ruchu ważną rolę odegrał kardynał Lavigerie, który podjął (1888) krucjatę przeciw niewolnictwu oraz papież Leon XIII dzięki swojej encyklice In plurimis (1888), napisał on także i ogłosił sześć ważnych listów misyjnych.

Papież „Leon XIII stał na stanowisku, że chociaż Kościół i państwo są dwiema odrębnymi władzami, to dla zbudowania harmonijnej społeczności niezbędna jest współpraca z Kościołem jako strażnikiem Ewangelii. Kolonie stały się opatrznościowym sprawdzianem: tam można było łatwiej wpoić pogląd, że bez Kościoła żadna autentyczna cywilizacja nie może się zakorzenić”24. Była więc pożądana współpraca pomiędzy Państwem a Kościołem, kwestionowana w Europie, w koloniach przybierała realne kształty, a rezultaty miały wkrótce ukazać, nawet narodom europejskim, oczywiste dla każdego społeczeństwa korzyści wynikające z przyjęcia ideałów politycznych ukazywanych przez Leona XIII w encyklikach Inscrutabili (1878) i Immortale Dei (1885) oraz we wspomnianych listach i innych dokumentach. Papież Leon XIII odegrał bardzo ważną rolę w działalności na rzecz misji, poparcie udzielone misjom katolickim przyniosło dalszy ich rozwój na całym globie ziemskim. Za misyjną encyklikę uważa się Sancta Dei civitas (3 XII 1880), ale ona udzielała głównie poparcia Dziełu Rozkrzewiania Wiary z Lyonu i Dziełu Świętego Dziecięctwa z Paryża z racji ich pomocy dla szkół chrześcijańskich na Bliskim Wschodzie. Wyraził uznanie dla działalność misjonarzy jako Ewangelii praecones z okazji otwarcia Kolegium Amerykańskiego w Rzymie (1884). Utworzył on 248 diecezji i 48 wikariatów apostolskich. Również także odegrał ważną rolę w życiu św. Teresy od Dzieciątka Jezus ogłoszonej w 1927 r. Patronką Misji, która w wieku lat 15 odwiedziła Papieża w Rzymie. Zastępca św. Piotra w stosunku z Francją „(...) podjął próbę pogodzenia katolików z republiką. Sprawa ta znalazła się m. in. w encyklikach Nobilissima Gallorum genes (1884) i Au millieu des sollicitudes (1892)”25. Sprawie misji sprzyjała także dyplomatyczna działalność Leona XIII, nawet ta służąca polepszeniu stosunków i państwa we Francji i Niemczech, gdyż kraje te, choć w swoisty sposób, nimi się opiekowały i wysyłały licznych misjonarzy.

Anne-Marie Javouhey i jej siostry św. Józefa z Cluny były inicjatorkami fundacji misyjnych wśród ludności afrykańskiej w kolonii francusko-amerykańskiej w Gujanie i na Antylach, w Afryce na terenie Senegalu, dokonywało się to w latach 1817-18, a później w Sierra Leone i innych miejscach zachodniej Afryki na przykład w Madagaskarze. Matka Javouhey była autorką idei instytutów misyjnych, poświęconych tylko ewangelizacji ludów Afryki i Ameryki.

Ciekawą postacią jest o. Franciszek Libermann (konwertyta z judaizmu), który podobnie jak św. Teresa od Dzieciatka Jezus, nigdy nie wyjechał na misje, ale przejął się wezwaniem matki Javouhey wzywającej do zaangażowania się na rzecz niewolników afrykańskich. Był założycielem zgromadzenia Serca Maryi, którego celem była ewangelizacja Afrykanów na Antylach i w Afryce. W 1849 r. dochodzi do połączenia jego zgromadzenia z duchaczami i powstaje nowy instytut-spirytyni. Misjonarze ci odegrali ważną role w ewangelizacji Zachodniej Afryki i wybrzeży wschodniej. W tym okresie owocnie na ziemiach czarnego lądu również działają Misjonarze lyońscy (SMA), którzy założeni zostali przez bpa Marion de Bresillaca, długoletniego misjonarza w Indiach, pierwszego wikariusza apostolskiego Sierra Leone.

Drugim etapem możemy nazwać stopniowe powstawanie nowych stacji misyjnych. Siostry św. Józefa z Cluny, spirytyni, misjonarze z Lyonu oraz inni bardzo zasłużyli się w dziejach misji w Afryce. W krajach Afryki Zachodniej i Środkowej dużą role odegrali ojcowie biali w drugiej połowie tego wieku. Ich instytut misyjny powstał w Algierii. Pomagali oni w ewangelizacji wielu krajów afrykańskich. Działalność ich niestety utrudniały rządy proislamskie, narzucone przez masońskie rządy francuskie. Ojcowie biali są twórcami i wypracowali specjalną metodologię katechezy misyjnej, która zwracała szczególną uwagę na rozsądnie i stopniowo prowadzony katechumenat Misje afrykańskie stale się rozwijały26.

Okres rozwoju misyjnego, co już zostało wyżej przedstawione „(...) charakteryzował się stopniową ekspansją w regiony położone w interiorze, ujednoliconymi metodami ewangelizacji, która kładła nacisk na głoszenie Ewangelii i rozwój człowieka, promowaniem języków miejscowych, tłumaczeniem książek katechetycznych i Pisma Świętego, zwiększaniem liczby osób umiejących czytać i pisać, rozwojem szkolnictwa, dziełami dobroczynnymi, formacją katechetów, tworzeniem seminariów i duchowieństwa rodzimego”27.

Te wszystkie pozytywne oddźwięki rozwijających się prężnie misji były siłą napędową działalności misyjnej XIX w. i miały ogromny wpływ na obywateli, w których zauważało się przebudzenie misyjne „Wśród wierzących katolików budzi się nowy zapał misyjny”28 a w społecznościach chrześcijańskich, odpowiadających na wezwanie świata oczekującego na ewangelizację, dojrzewały niezliczone powołania misyjne. Sprzyjała tej sytuacji działalność Stolicy Apostolskiej, która pomogła w Europie do powstania dzieł misyjnych. Na potrzeby działalności misyjnej założono 43 nowe zgromadzenia, wśród nich wyżej wspomniane kongregacje misyjne Ojców Białych i Sióstr Białych kard. Lavigerie. Fundacje misjonarskie mogły się mnożyć, ponieważ były wspomagane duchowo i materialnie, a misjonarze byli otaczani życzliwością przez ogół chrześcijan. W początkach XIX w. zaczęły powstawać Towarzystwa popierania misji, które później tworzyły filie we wszystkich krajach chrześcijańskich. Na szczególną uwagę zasługują dwa spośród nich: Dzieło św. Piotra Apostoła dla Kleru Miejscowego, założone w roku 1889 w Paryżu przez matkę i córkę Bigard za życia św. Teresy oraz Unia Misyjna Duchowieństwa, utworzona w Mediolanie przez ojca Paula Mannę w roku 1916 a więc już po śmierci św. Teresy. Te towarzystwa zostały podniesione przez Rzym do godności papieskich dzieł misyjnych. Wspomagały one misje materialnie, poprzez zbiórki pieniężne i duchowo poprzez modlitwę. Organizacje dobroczynne i misyjne wydawały również czasopisma, z których można było dowiedzieć się o konkretnej działalności misjonarzy ich problemach i radościach, które były zawarte w listach misjonarzy.

Według S. Zielińskiego misjonarze francuscy z terenów Chin i Indii utrzymywali stały kontakt listowny ze swoimi rodakami. Dzielili się swoją działalnością misyjną, zaangażowaniem, pracą, swoimi troskami i radościami. „Szeroko znane są i czytane z wielkim zainteresowaniem listy pisane z terenów misyjnych takich jak Chiny, Indie”29. Jest wielkie prawdopodobieństwo, choć nie mamy na to dowodów, że te listy również docierały i miała z nimi kontakt rodzina Martin. Dlatego warto zwrócić uwagę na rozwój misji na tych terenach, gdzie orędzie chrześcijańskie zawsze spotykało się i spotyka z wieloma trudnościami a jego głosiciele z prześladowaniami. Mimo to Papież Leon XIII „(...) zwracał się nadto do niechrześcijańskich władców, jak cesarz Japonii i cesarzowa matka Tetsi w Chinach, składając im podziękowanie za życzliwość dla misjonarzy”30.

W Chinach mimo krwawych prześladowań w XVIII w. chrześcijaństwo nie zamarło, ale zmagało się z niezwykle trudnymi warunkami, które powodowała m. in. polityka kolonialna Anglii i Francji. Wielkie znaczenie dla katolików na tym terenie miał pierwszy synod diecezjalny, odprawiony przez męczennika bp J. G. T. Dufresse wystosował on ustawy, które Kongregacja Rozkrzewiania Wiary w roku 1832 rozpowszechniła w całych Chinach. Był to jednak okres wielu ograniczeń, szykan i krwawych prześladowań, które powtarzały się w tamtym czasie i dziś również. W roku 1815 śmiercią męczeńską ginie bp Dufresse z Szetchwan, w 1816 r. franciszkanin Jan z Iriora w Szausi, a w 1820 r. misjonarz św. Franciszek Regis Cler. Pomimo tych prześladowań i trudnej sytuacji Kościoła i chrześcijan istniało na tym terenie 8 wikariatów apostolskich, które niestety papież Leon XII zredukował do 3. Według B. Kumora około roku 1815 liczono tam 86 kapłanów chińskich, 80 europejskich i ok. 210 000 wiernych. W roku 1808 otwarto w Pulo-Penang w granicach kolonii angielskiej seminarium duchowne dla Chin. Papież Grzegorz XVI w 1838 r. wyjął misje chińskie spod patronatu portugalskiego. Przyczynił się on do powstania kolejnych wikariatów w Korei, Mandżurii, Mongolii, Hongkongu. W 1842 r. Chiny naciskane przez mocarstwa kolonialne otworzyły porty, do których pod osłoną eksterytorialności przybywali misjonarze europejscy. Chiny w 1846 r. ponownie otworzyły swoje granice dla misjonarzy katolickich31.

Chiny, po wojnie domowej tajpinów i przegranych wojnach opiumowych, były uległe w polityce wobec mocarstw europejskich. Stolica Apostolska, przez konkordat (1847) ograniczyła Patronat Portugalii tylko do biskupstwa w Makao, a wikariaty apostolskie w Pekinie i Kiangnuitamianie obsadzone zostały francuskimi misjonarzami: lazarystami i jezuitami. Prowincje chińskie należące do biskupstwa w Makao, otrzymały (1858) osobny wikariat apostolski. Doprowadziło to do tego, że portugalski Patronat przestał istnieć, natomiast na podstawie układu z Whampoa powstał Patronat francuski. Układ ten zabezpieczał wolność religii chrześcijańskiej, a pokój w Pekinie (1860) rozciągał ją na cały kraj i gwarantował bezpieczeństwo misjonarzom, posiadającym francuskie paszporty. Chińczycy mogli przyjmować wiarę chrześcijańską.

Niestety jednak należy zauważyć, że misyjna działalność francuskich misjonarzy na terenie Chin, była wspomagana przez kolonizacyjną politykę Francji i jej nacisk na Chiny „(...) pomogły do zapewnienia misjonarzom swobody działania, dostarczały im także pomocy materialnej, lecz miały ujemne skutki. Nie skłaniały misjonarzy do liczenia się z chińską mentalnością i kulturą. Budziły nienawiść do nich, jako do białych ludzi, usiłujących opanować kraj”32. Było wszakże słabościom tych układów to, że Chińczycy zawierali je przymuszeni sytuacją polityczną. Trwała ich wrogość do Europejczyków, przeciw którym występowali mandaryni i wyższe warstwy chińskie. Na tym tle doszło do krwawej rozprawy w Tientsinie (1870), gdzie zamordowano wielu cudzoziemców, w tym francuskiego konsula, jednego lazarystę Europejczyka i jednego lazarystę Chińczyka oraz 10 sióstr miłosierdzia. Papież Pius IX zarządził wizytację apostolska w Chinach z powodu synodu biskupów, który miał się odbyć w Hongkongu a nie doszedł do skutku przez zewnętrzne przeszkody. Wizytator wydelegowany przez papieża do tej posługi zmarł zaraz po jej rozpoczęciu. Z pomocą przyszedł papieżowi memoriał dwóch lazarystów, E. Huca i J. Gabeta, którzy odbyli podróż przez Mongolię do Tybetu i „otwarcie przedstawili sytuację misji w Chinach, wskazując na metody i środki działania”33, które nie wiele miały wspólnego z prawdziwym orędziem głoszonym w miłości braterskiej i wolności słowa, ale raczej były one nastawione na opanowanie kraju dla korzyści państwowych umniejszających wartość działalności misyjnej w jej założeniach i wartościach.

Trochę bardziej była skomplikowana sytuacja misji w Indiach. Rozwój misji w Indiach utrudniał niewątpliwie patronat portugalski, który krępował w działaniu Kongregację Rozkrzewiania Wiary. Papież Grzegorz XVI utworzył tam 5 wikariatów apostolskich łącznie z Cejlonem, ale doprowadziło to do gwałtownych sporów między Portugalią a stolicą Apostolską. W następstwie tego papież mocą brewe Multa praeclare (24 IV 1838) zniósł 4 biskupstwa patronackie w Indiach i na Półwyspie Malezyjskim, a tereny te przydzielił wikariatom apostolskim, należącym do Kongregacji Rozkrzewiania Wiary, a dzięki tej decyzji papież mógł utworzyć wikariaty w Birmie i Syjamie34.

W królestwie Birmy, znajdującym się pod angielską hegemonią, a od 1885 r. wcielonym do brytyjskich Indii, misje prowadzili oblaci z Turynu. Gdy musieli opuścić swe placówki z powodu II wojny angielsko-birmańskiej, na ich miejsce przyszli paryscy misjonarze (1856), co dla nas jest cenną wskazówką, gdyż to może potwierdzać założenie S. Zielińskiego o utrzymywaniu kontaktu listownego misjonarzy z obywatelami Francji. Wikariuszem apostolskim na tym terenie został A. T. Bigandet, który miał decydujący wpływ na zorganizowanie Kościoła i na rozwój szkół, za co był ceniony przez króla i ludność, w której pracował. Wkrótce potem zaczęły powstawać tam nowe wikariaty apostolskie a liczba wyznawców Chrystusa się zwiększała.

Syjam natomiast „„(...) był państwem buforowym między strefami kolonializmu brytyjskiego i francuskiego. Układem angielsko-francuskim (1896) miał zagwarantowaną niepodległość, lecz utracił pewne prowincje, zwłaszcza Kambodżę na rzecz Francji, a cztery sułtanaty na rzecz Anglii”35. Tym misjom na początku pomogło to, że wikariusz apostolski, którym był Jean B. Pallegoix pozostawał z dworem królewskim w dobrych relacjach. Miało to swój oddźwięk w życzliwym liście wyrażającym podziękowanie za tolerancję, który wystosował do papieża Piusa IX Król Mongkut. Jego następca Król Czulalongkorn podtrzymywał życzliwe układy ze Stolicą Apostolską, czego wyrazem była jego wizyta u papież Leona XIII. Okazywał on misjonarzom przyjaźń, choć ich praca na tym terenie była wyjątkowo trudna. Nie było im łatwo pozyskiwać tubulczą ludność buddyjską, zwłaszcza że buddyzm wzmocnił się przez wewnętrzną reformę. Chrześcijaństwo zyskiwało wyznawców raczej wśród ludności chińskiej i wietnamskiej36. Z tymi wszystkimi trudnościami, związanymi z pracą misyjną na terenie Chin i Indii dzielili się misjonarze francuscy ze swoimi rodakami, którzy wspierali ich materialnie i duchowo. W listach, które były publikowane w wydawanych czasopismach opisywali sytuacje szczególnie trudne, wymagające odwagi i męstwa w prześladowaniach. To budziło szczególne zainteresowanie, życzliwość i współczucie czytelników.

Entuzjazm dla podejmowanych zadań na rzecz misji i misjonarzy dotyczył zarówno akcji misyjnej, jak i dzieła kolonizowania. „W swym najlepszym wydaniu kolonializm był ruchem, który chciał przekazać całemu światu jedyną-jak uważano, cywilizację godną swej nazwy, cywilizację Zachodu. Jak stwierdza K. S. Latourette <ten ogromny ruch, który przeobraziła ludzkość, powstał i najbardziej rozwinął się w świecie chrześcijańskim, tam, gdzie chrześcijaństwo było od dawna potęgą, wśród ludów i narodów nazywanych chrześcijańskimi. W tej epoce wypełnionej nadzieją niektórzy chrześcijanie uważali ów ruch za świadectwo błogosławionych skutków Ewangelii>”37 najlepiej to ilustrowała wspominana już krucjata przeciwko niewolnictwu.

Druga połowa XIX stulecia, jak zostało przedstawione, jest okresem dynamizmu misyjnego na niespotykaną dotąd skalę. A jednak od samego początku u podstaw tego dynamizmu tkwi pewna dwuznaczność, ponieważ rozwija się on w ogólnym kontekście ekspansji światowej mocarstw europejskich i akceptuje więzi pomiędzy kolonizacją a misjami, „jakie ów kontekst stwarza w sposób niemal nieunikniony”38. Misje i kolonizacja wspierały się wzajemnie: misjonarz zapewniał koloniście czyste sumienie, w zamian za co otrzymywał ochronę i poparcie. Współpracę tłumaczono przydatnością elementu duchowego w cywilizacyjnej działalności kolonistów europejskich. Niestety za tą współpracą często ukrywano cele polityczne i ekonomiczne. Misjonarze natomiast byli ludźmi tamtej epoki i przeważnie nie zdawali sobie sprawy z tej dwuznaczności działalności misyjnej. Możemy stwierdzić, że w przeciągu jednego wieku liczba misjonarzy wzrosła z 500 do 50 tys., z czego 20 tys. było kapłanami pochodzącymi z Francji. „Statystyki podają, że w 1900 roku, a więc zaledwie trzy lata po śmierci Teresy, na trzech misjonarzy pracujących dwóch było Francuzów”39.

Po analizie rozumienia misji i jej działalności w kontekście przemian gospodarczych na tle ekspansji kolonialnej krajów europejskich w XIX w. możemy stwierdzić, że definicja misji w tym czasie jest jeszcze nie dojrzała i pozbawiona głębi i tego, co jest istotne w działalności misyjnej: głoszenie Dobrej Nowiny tym, którzy jej jeszcze nie poznali. Na głębsze wyjaśnienie tego słowa trzeba było jeszcze długo czekać. „ Dopiero Sobór Watykański II po raz pierwszy, w dekrecie Ad gentes (1965) podał definicję misji: <Ogólnie „misjami” nazywa się specjalne przedsięwzięcia, które wysłani przez Kościół głosiciele Ewangelii, idąc na cały świat, podejmują celem wykonania zadań głoszenia Ewangelii i zakładania Kościołów wśród narodów lub grup społecznych jeszcze nie wierzących w Chrystusa> (DM 6)”40. Właściwym celem misji jest więc przepowiadanie Ewangelii i zakładanie Kościołów. Jest to dzieło samego Boga. „To On pierwszy szuka człowieka i wychodzi mu na spotkanie. Do tego dzieła człowiek zastał zaproszony od chwili Wcielenia Syna Bożego”41. Jest to zadanie doprowadzania do osobistego spotkania z Bogiem Jedynym i Prawdziwym, jest to również towarzyszenie w tym spotkaniu, by ten pierwszy zachwyt był wciąż żywy. Aby działalność misyjna była owocna i skierowana głównie na głoszenie Ewangelii, potrzeba by misjonarz przeszedł odpowiednią formację oraz przede wszystkim sam doświadczył w życiu spotkania z Bogiem żywym i prawdziwym. Wtedy misje osiągną swój cel w pełni, staną się wolne od wszelkich wpływów zewnętrznych, które nieraz krępowały jej działanie i nie dopuszczały do realizacji podstawowych jej zadań.

Powrót do góry





ŚWIAT RODZINNY ŚW. TERESY MARTIN

Jeden z największych i najwybitniejszych mówców rzymskich - Cyceron, twierdził że, historia to: świadek dziejów, źródło prawdy, życia, pamięci, mistrzyni życia, piastunka przeszłości i zwiastunka przyszłości42. To twierdzenie słynnego popularyzatora filozofii greckiej stanowi pomost między historią Francji i rozwojem misji a światem rodzinnym św. Teresy od Dzieciątka Jezus. Rodzina Martin była bardzo związana z historią swojego kraju, przemianami ustrojowymi i demograficznymi tego okresu, stąd możemy spojrzeć na dzieje tej wyjątkowej rodziny z perspektywy historycznej, która tworzy tło ich egzystencji i w pełnym świetle ukazuje fizjonomię moralną rodziców Świętej z Lisieux. Cieszą się on chwałą ołtarzy, gdyż 19 października 2008 r. (w 82 niedzielę misyjną) zostali obydwoje beatyfikowani.

Ks. kard. José Saraira Martin tak umotywował wybór daty beatyfikacji tych świątobliwych małżonków: „Motywem wyboru tej daty było podkreślenie misyjnego wymiaru świętości przyszłych błogosławionych, którzy wychowali swoje córki w miłości do Kościoła i do jego dzieła ewangelizacyjnego dając mu patronkę misji”43. A w tym roku w październiku będziemy przeżywać ich kanonizację, która zbiegnie się ze Zgromadzeniem Synodu Biskupów na temat rodzin, co ujawnił ks. kard. Angelo Amato44. Zelia i Ludwik Martin byli twórcami środowiska życia i miłości, w którym wzrastała nasza mała święta. Są oni wspaniałym przykładem małżeństwa całkowicie oddanego Bogu, pięknem swojego życia ukazują, że „(...) rodzina jest niezastąpionym dobrem dla narodów, fundamentem społeczeństwa oraz wielkim skarbem dla małżonków i dzieci na całe życie”45.

1. Zelia Guérin i jej rodzice

Azelia (dla bliskich Zelia) Maria Guérin, urodzona 23 grudnia 1831 r. w Gandelain. Córka Izydora Guérin i Luise-Jeanne Macé. Ojciec Zelii w roku 1809 wstąpił do wojska, przeszedł swój chrzest ogniowy pod Wagram, przemierzył Portugalię i Hiszpanię u boku Masséna i Soulta. Należał do brygady Saint-Denis sur Sarthon, Pozostał w armii aż do upadku cesarstwa. Z tego tytułu był później przez Napoleona III odznaczony medalem św. Heleny. Jego stryjem był kapłan Wilhelm Marlin Guérin, który w czasach rewolucji francuskiej cierpiał uwięzienie i deportację z powodu wierności Kościołowi. „Kapłan ten miał silny wpływ na rodzinę i mały Izydor, późniejszy ojciec Zelii, urodzony 6 lipca 1789 r. opowiadał potomkom niektóre znaczące epizody tego klimatu niepewności wynikającego z antyreligijnej polityki rewolucyjnych władz”46. Poznał on Kościół zniewolony, który nie mógł otwarcie przyznawać się do swojej wiary. Słuchał o trudnościach, jakich doświadczali kapłani oraz o tym, że nie mogli jawnie odprawiać Mszy Świętej. Wszystkie te sytuacje wpływały na kształtowanie wrażliwości społecznej i religijnej ojca Zelii, które później przekazywał własnym dzieciom.

W wieku 39 lat poślubił szesnaście lat młodszą od siebie Luise-Jeanne Macé. „Małżeństwo to wydało na świat troje dzieci: w 1829 r. Marię Luizę, zwaną w rodzinie Elizą, przyszłą siostrę wizytkę, 23 grudnia 1831 r. Zelię i w 1841 r. Izydora, przyszłego aptekarza z Lisieux”47. Z korespondencji rodzinnej Zelii możemy wywnioskować, że miała ona bardzo bliskie, siostrzane relacje z bratem i siostrą gdyż poświęca im wiele uwagi i zatroskania. Rodzice Zelii „byli surowi, autorytarni, wymagający”48. Potwierdza to sama Zelia w liście, przenikniętym wzruszającą miłością siostrzaną, skierowanym do Izydora „Moje dzieciństwo, moja młodość były smutne jak całun. Matka, która ciebie rozpieszczała, dla mnie była bardzo surowa. Chociaż tak dobra, nie rozumiała mnie. Poza tym cierpiałam bardzo na serce”49.

Matka Zelii była chłopką o dość surowych obyczajach. Klimat rodzinny ukazany został wyraźnie w Okólniku nekrologicznym, rozpowszechnionym po śmierci siostry Marii Luizy u wizytek w Le Mans. Dominuje w nim postać surowej pani Guérin, „kobiety o silnym duchu, niezwykłej energii, niczym niezakłóconej odwadze, a nawet trochę szorstkiej, ale obdarzonej silną wiarą i precyzyjnym osądem. Wychowanie dane przez taką matkę nie mogło nie być bardzo surowe: było takie istotnie. Rozsądek, poczucie obowiązku, przestrzeganie bez żadnej dyspensy boskiego prawa i przykazań Kościoła, praca i solidne cnoty chrześcijańskie były typowymi zasadami, które starała się wpoić dzieciom i sprawić, aby one je stosowały”50. Surowe wychowanie pozostawiło u niej pewien niepokój i skłonność do skrupułów, podtrzymywane jeszcze przez duchowość epoki, w której odczuwalne były wpływy jansenizmu. Pomimo trudnego dzieciństwa Zellia była wrażliwą, czułą i wspaniałomyślną kobietą.

Izydora i Luise-Jeanne charakteryzowała silna wola, która potwierdzała się w dążeniu do uczciwości moralnej i wierności religijnej, co miało ogromny wpływ na edukację dzieci i zostało wyrażone w korespondencji rodzinnej, która zakorzenia wiarę w codzienności. 9 września 1859 r. umiera mama Zelii w wieku 55 lat na zator płuc. Zelia jest już wtedy żoną Ludwika Martin i mieszka niedaleko rodziców, dzięki temu brała udział w wychowaniu młodszego brata, dla którego stała się matką. Po śmierci żony Pan Guérin przeprowadza się do domu sąsiadującego z domem jego córki a w 1866 r. wprowadza się do niej. W domu rodzinnym córki spotykał się „ze wszystkimi delikatnymi atencjami należnymi schorowanemu człowiekowi w podeszłym wieku”51. Tam kończy swoje życie otoczony serdeczną Zelii. Rankiem 3 września 1868 r. namaszczony olejami świętymi wydał on ostatnie tchnienie. Zelia w liście do bratowej daje świadectwo śmierci ojca i jego świadomości pisała:„Gdybyś widziała, moja kochana Siostro, jak pięknie przygotowywał się do śmierci. O godzinie trzeciej zrobił jeszcze znak krzyża świętego”52. Pochowany w Alençon, na cmentarzu Najświętszej Maryi Panny. W 1894 r. jego szczątki zostały przeniesione do Lisieux, do grobowca rodziny Martin53.

Po krótkiej charakterystyce i przedstawieniu środowiska rodzinnego rodziców Zelii możemy zauważyć jak rodzina Guérin mocno była związana i zaangażowana w sprawy polityczne, ale przede wszystkim zauważamy, że mimo represji ze strony państwa była to rodzina o mocno zakorzenionej wierze i miłości względem Boga. Wychowanie, jakie Zelia otrzymała od swoich rodziców zaowocowało w jej życiu. Przyjrzyjmy się teraz drodze wzrostu błogosławionej Zelii Martin.

Zelia Guérin od swoich rodziców nauczyła się rzetelności, odpowiedzialności i pracowitości a przede wszystkim głębokiej pobożności. Jako dziecko została zapisana do pensjonatu Sióstr Nieustającej Adoracji gdzie: „(...) okazuje niezwykłe przymioty, zwłaszcza inteligencję, wytrwałość i pobożność. Przez krótki czas ubiega się o kornet sióstr św. Wincentego a Paulo. Miejscowa przełożona, zapytana o radę, odwiodła ją od tego projektu”54.

W pensjonacie sióstr Zelia nauczyła się podstaw fabrykacji Point d’Alençon. Technika ta została „(...) wychwalona na Wystawie w Londynie w 1851 roku jako ‘królowa koronek’ i ‘koronkę królowych’. Cesarzowa Eugenia, żona Napoleona III, otrzymała w posagu w 1853 roku toaletkę całą ozdobioną Point d’Alençon.”55. Ten przemysł a zarazem sztuka, gdyż wyrób wykonywany w domu składał się z szeregu prac wymagających wielkiej wprawy był wówczas u szczytu swego rozwoju. Jako młoda dziewczyna uczęszczała do szkoły koronkarskiej Ecole dentelliere, aby udoskonalić swoje umiejętności56. Zelia była obdarzona zdolnościami manualnymi. Mając niezwykle zręczne ręce, opanowała szybko tajemnice koronkarstwa, „(...) a zwłaszcza zapoznała się z ‘częściami’ ciekawie urozmaiconymi, nabrała ponadto wprawy łączenia ich w taki sposób, że całość robiła wrażenie jednolitej”57. Listy Zelii poświadczają o jej zamiłowaniu do swojego zawodu. W wielu z nich nawiązuje do tej pracy, którą nieraz wykonywała w nocy chcąc się wywiązać z zamówień, których się podjęła.„ Obecnie jestem zupełną niewolnicą ciągłych zamówień, które mi nie pozwalają ani na chwilę wypoczynku. Mam zrobić prawie sto metrów koronek z Alençon. W ostatnim tygodniu otrzymałam jeszcze zamówienie na ponad piętnaście tysięcy franków”58. Koronki, które wyszły z jej rąk zaliczano do najpiękniejszych i sprzedawano za wysoką cenę. To one zapewniły w przyszłości jej domowi dobrobyt.

W wieku dwudziestu lat zaczęła zastanawiać się nad swoją przyszłością. Modliła się w tej intencji w nowennie do Niepokalanej. 8 grudnia 1851 r. w głębi duszy usłyszała takie słowa: „Rozpocznij pracę nad Point d’Alençon”59. Z tą datą będzie bardzo związana. Nawiąże do niej w liście do córki Pauliny „Niepokalane Poczęcie to dla mnie wielkie święto”60 oraz podobne zwierzenie uczyniła bratu:„ O, gdybyś wiedział, jak pamiętny jest dla mnie dzień 8 grudnia! Tego dnia dwa razy otrzymałam wielkie łaski”61. Zelia wraz z siostrą po otrzymaniu zgody matki podjęła się zorganizowania własnego przedsiębiorstwa, co nie było sprawą łatwą. Od 1853 r. Zelia stała się znaną fabrykantką Point d’Alençon, a w 1858 r. Maison Pigache, dla której pracowała, otrzymała srebrny medal za produkcję tego typu koronki62.

W swoim zakładzie koroniarskim gościła i uczyła swoją przyszłą teściową, o czym jeszcze nie wiedziała. Pani Martin, matka Ludwika, przyszłego męża Zelii, nie rezygnowała „(...) ze swego zamiaru ożenienia Ludwika. Miał już trzydzieści pięć lat i zagrzebywał się bez reszty w samotności zakładu zegarmistrzowskiego na Pont-Neuf i w Pawilonie”63. Zatroskana matka, co jakiś czas podsuwała synowi myśl o małżeństwie, ale Ludwik nie był tym zainteresowany. „Na kursach dokształcających, na które uczęszczała w wolnych chwilach, by się wyspecjalizować w jednym ze ściegów sławnej koronki z Alençon i tym sposobem zapewnić gospodarstwu dodatkowy zarobek, przyjrzała się młodej Zelii Guérin i zauważyła jej wielkie zalety, opromienione ogromnym wdziękiem. Wydawało się jej, że byłaby to wymarzona małżonka dla jej syna. Starała się więc ująć Zelię i zdołała przemóc jej opór w tym względzie”64. Do nieplanowanego a przypadkowego spotkania między Ludwikiem a Zelią doszło na moście Saint-Leonard. Pewnego dnia, gdy Zelia przez niego przechodziła spotkała „(...) młodego człowieka o szlachetnej postawie, skromnym zachowaniu i pełnym godności wyrazie twarzy, który zrobił na niej miłe wrażenie. W tej samej chwili głos wewnętrzny szepnął tajemniczo: ‘To ten, którego przygotowałem dla ciebie‚. Dowiedziała się następnie dyskretnie, kim był ów młody człowiek, i tak poznała Ludwika Martin”65.

Ludwik i Zelia zapałali do siebie wzajemnym uczuciem. Od pierwszego spotkania z Ludwikiem Martin do ślubu upłynęły zaledwie trzy miesiące. Ojciec Piat znawca i biograf Rodziny Martini, podaje, że: „Dnia 13 lipca 1858 r., nie wspomina o zawarciu ślubu cywilnego, który był dla nich jedynie czczą formalnością, zamienili uroczyste przysięgi we wspaniałej świątyni Notre-Dame. Ksiądz Hurel, dziekan kościoła Saint-Leonard, który z pewnością poparł projekt tego małżeństwa autorytetem ojca duchownego, przyjął przysięgę małżonków” 66. Ślub dawnym zwyczajem odbył się o północy w Kościele Najświętszej Maryi Panny w Alençon. Sama Zelia w liście do swojej córki Pauliny o nim wspomina, gdy pisze o zmarłej swojej siostrze, którą właśnie w dniu ślubu odwiedziła po raz pierwszy w klasztorze: „Widziałam ją po raz pierwszy w jej klasztorze w dniu mojego ślubu. Mogę powiedzieć, że w tym dniu wypłakałam wszystkie moje łzy. Nigdy tyle nie wypłakałam się w moim życiu i pewnie nie wypłaczę. Biedna siostra nie wiedziała jak mię pocieszyć.(...) Droga Paulinko, Ty, która tak bardzo kochasz swojego tatusia, pewnie pomyślisz, że sprawiłam mu boleść i to w dniu mojego ślubu? Ależ nie! On mnie rozumiał i pocieszał mię, jak tylko umiał, bo i on miał podobne do moich upodobania” 67. Zelia przyznała się córce do tego, że chciała zostać zakonnicą i w duszy, również w życiu małżeńskim, za tym tęskniła. Wyznała, że miała oparcie w mężu, bo miał podobne zamiary. Wiemy, że początkowo państwo Martin przez dziesięć miesięcy swojego małżeństwa żyli w celibacie, na zmianę tego stanu wpłynął ich spowiednik 68.

Kim więc był ten wyjątkowy młodzieniec, któremu Zelia oddała swoje serce i któremu powierzyła siebie samą? Przypatrzmy się, więc rodzinie i samemu Ludwikowi Martin, by następnie spojrzeć na rodzinę przez nich stworzoną.


2. Ludwik Martin i jego rodzice

Ludwik Joseph Aloys Stanislas Martin urodził się w Bordeaux 22 sierpnia 1823 r. Syn Pierre’a-François Martin, kapitana wojsk francuskich, i Marie Anne Fanny Boureau. Ojciec Ludwika „26 sierpnia 1799 r. został wcielony do 65 pułku liniowego”69. Podążał za trójkolorowym sztandarem i orłem cesarskim znad Renu do Belle-lle-en-Mer, od Brestu na front belgijski. Był w Prusach, w Polsce, w kampanii francuskiej wszędzie tam gdzie był sztandar i orzeł carski. Czasy restauracji były dla jego kariery bardzo ważne, gdyż przyniosły mu awans na kapitana. „W tej randze przeszedł do Legii departamentu Loary, następnie do 42 pułku liniowego stacjonującego w Lyonie, a wreszcie do 19 pułku artylerii lekkiej. W Lyonie zaprzyjaźnił się z kapitanem Mikołajem Boureau, którego córkę miał poślubić”70.

Warto zwrócić uwagę na mocne związanie z historią i branie w niej czynnego udziału poprzez należenie do wojska francuskiego nie tylko rodziny Zelii ale i Ludwika. J. Piat pisze w biografii rodziców Ludwika o ich aktywnym zaangażowaniu w losach swojego narodu. Jak wyżej przedstawiono jego Ojciec był bardzo związany z wojskiem francuskim. Zelia w swoich listach nie tylko wspomina wielkie zasługi swojego ojca dla losów swojego kraju71 również odnosi się z wielkim szacunkiem dla zasług swojego teścia.72. Ceni ich oddanie dla narodu, ale przede wszystkim podkreśla ich święte życie.

Ojciec Matki Ludwika, Mikołaj Boureau jak podaje J. Piat, „mając 17 lat wstąpił do armii, jako ochotnik i przeżył w latach 1791-1796 tragizm rewolucyjnych kampanii. W latach 1812-1813 brał udział w bojach i trudach Wielkiej Armii i przetrwał ciężką niewolę na Śląsku, gdzie zginął jego 12-letni syn, uwięziony wraz z nim. Dwa razy w ciągu swej kariery padł ofiarą kłamliwych pomówień, które go zmusiły do wystąpienia z wojska” 73. Jak dalej podaje J. Piat kapitan Mikołaj Boureau cieszył się bardzo dobrą opinią kapelana katolickiej królewskiej armii z Wandei, Markiza Awarin oraz proboszcza z Ainay74.

Kapitan Piotr Martin bardzo często gościł w rodzinie Boureau, był życzliwie i gościnnie przyjmowany w tym chrześcijańskim ognisku rodzinnym. W latach 1816-1817 zaręczył się Piotr Martin z drugą córką kapitana Boureau, osiemnastoletnią Marią-Anną-Fanny. Rodzina narzeczonej na skutek poniesionych strat materialnych, nie mogła złożyć posagu, wymaganego wówczas dla żony oficera. Tu swoim wielkim gestem oraz szacunkiem dla ojca narzeczonej wykazał się Piotr Martin, który pokrył tę kwotę bez wahania ze swoich żołnierskich oszczędności.75 Małżeństwo zostało zawarte 7 kwietnia 1818 r. Z tego przykładnego małżeństwa opartego na wierze i wartościach chrześcijańskich gdzie Bóg był na pierwszym miejscu narodziło się pięcioro dzieci: Piotr, który zginął bardzo młodo w czasie burzy morskiej, Maria zmarła w 26 roku życia,Ludwik, późniejszy ojciec Teresy od Dzieciątka Jezus, Fanny, która zmarła w 27 roku życia i Zofia, zmarła w wieku zaledwie dziewięciu lat. Rodzice Ludwika byli doświadczeni wieloma zgonami swoich małych dzieci, ich los podzieli ich syn, który w swoim małżeństwie również doświadczy czterech zgonów swoich pociech.

Ludwik Martin został ochrzczony zaraz po narodzinach, co świadczy o wielkiej religijności jego rodziców. Jednak przy chrzcie z wody nie był obecny ojciec, gdyż wtedy należał do 19 pułku lekkiej artylerii i brał udział w wyprawie hiszpańskiej, skąd powrócił z krzyżem kawalera Orderu Wojskowego i Królewskiego Świętego Ludwika. Wyprawa się przedłużała, dlatego ksiądz Martegoute, kapelan więzienny, udzielił po powrocie ojca ceremonii dopełniającej sakramentu chrztu 28 października 1823 r. w kościele św. Eulalii, w którym stanie kiedyś pomnik dla uczczenia pamięci ojca Teresy.

Rodzice Ludwika przeżyli kilka przeprowadzek, które były związane losami wojennymi i zaangażowaniem wojennym kapitana Piotra Martin. Rodzina Martin mieszkała w Awinion, a następnie losy życia wojennego sprowadziły ich do Strasburga, gdzie kapitan pełnił obowiązki adiutanta pułku. Z wojska wystąpił 12 grudnia 1830 r. i postanowił osiąść w ziemi swoich przodków, czyli w Normandii. Do tego jednak nie doszło, gdyż rodzina Martin zdecydowała się zamieszkać w Alençon. Zamieszkali początkowo przy ulicy Tisons, następnie w 1842 r. przy ulicy Mans, ponieważ Ludwik zamierzał otworzyć zakład zegarmistrzowski przy ul. Pont-Neuf.

Kapitan Martin był chrześcijaninem głębokiej wiary. Pan Bóg w jego życiu był na pierwszym miejscu. Był oddany przede wszystkim drugiemu człowiekowi i ojczyźnie. „Znajomi kapitana Martin mówili, że ogarnęło ich wzruszenie, gdy słyszeli go odmawiającego <Ojcze nasz>. Kapelan pułku powiedział mu kiedyś, że dziwią się w szeregach, widząc, jak długo pozostaje na klęczkach po konsekracji. Na co on, bez zmrużenia oczu odpowiedział: <Proszę im powiedzieć, że to dlatego, że wierzę>” 76. Kapitan po zrezygnowaniu ze służby wojskowej prowadził życie na sposób głęboko chrześcijański szczególnie upodobał sobie spokój i ciszę. Pełne zadowolenie znalazł „(...) w troskliwym spełnianiu obowiązków rodzinnych, praktyk pobożności i dzieł miłosierdzia-wspierany w tym przez żonę” 77. Zmarł 26 czerwca 1865 r. na skutek porażenia połowicznego 78. W liście z 27 czerwca 1865 do brata Izydora Zelia opisuje śmierć kapitana, składając hołd zmarłemu: „Wczoraj o godzinie pierwszej po południu zmarł mój teść. W ubiegły czwartek przyjął święte sakramenty. Umarł jak święty: jakie życie, taka śmierć”79.

Matka Ludwika, Maria Anna, córka kapitana Boureau była troskliwą matką i kochającą żoną. W liście do syna z okazji jego imienin dowiadujemy się o jej matczynej wrażliwości i miłości: „Ty jesteś, synu mój, ukochanym marzeniem moich nocy i urokiem mych wspomnień (...) Modlę się z całą żarliwością mej duszy, aby Bóg udzielił wszystkim moim dzieciom szczęścia i pokoju, którego tak wiele potrzeba na tej burzliwej ziemi. Bądź zawsze pokorny, mój ukochany synu”80. Synowa Zelia była pełna podziwu dla swojej teściowej. Zbudowana była posługą żony wobec umierającego męża. We wspomnianym wcześniej liście, w którym informuje brata o śmierci teścia daje świadectwo o miłości żony do męża pisze: „Biedna teściowa dniem i nocą opiekowała się nim, nie chcąc przyjąć nikogo do pomocy: sama ubrała go do trumny i czuwała przy zwłokach dzień i noc. Jest niezwykle dzielna i ma piękne przymioty” 81. To właśnie jej teściowa zwróciła na nią uwagę i widziała w niej żonę dla swojego ukochanego syna Ludwika. Po śmierci męża pani Fanny Martin mieszkała nadal w swoim mieszkaniu przy Pont-Neuf. Kilka lat później przeniosła się do Valframbert. Miała tam swój pokój u Rosy, mamki Teresy Martin. Zmarła w Valframbert 8 kwietnia 1883 r. dzień po obłóczynach Pauliny (siostry Agnieszki) w Karmelu w Lisieux 82. Ludwik Martin otrzymał podwójne dziedzictwo tradycji religijnych i odwagi wojskowej. Początki kształtowania się osobowości Ludwika związane były z karierą wojskową ojca. „Od ukończenia trzech i pół roku życia należał do Enfants de Troupe, korzystając w ten sposób z udogodnień danych dzieciom wojskowych. Dzieci te wpisane do rejestru poborowych Korpusu, zostały poddane bezpośredniemu nadzorowi oficera wspieranego przez pewną liczbę podoficerów. Uczyły się czytać, pisać, liczyć a oprócz tego otrzymywały lekcje gimnastyki i pływania”83.

Miał zaledwie siedem lat, gdy wraz z rodzicami opuścił Strasburg. Bardzo wcześnie poznał rytm defilad wojskowych, uroku wiktu żołnierskiego i ognisk obozowych. Karmiony od dzieciństwa opowiadaniami o epopei napoleońskiej odnosił się z wielkim szacunkiem dla zawodu wojskowego 84. Zdawałoby się, że syn po takich doświadczeniach pójdzie w ślady ojca i wstąpi w szeregi wojska francuskiego jednak tak się nie stało.

Ludwik był oczytany i zainteresowany przemianami społecznymi i ustrojowymi, które dokonywały się we Francji. Czytał z zainteresowaniem ówczesnych autorów takich jak: Balzaca, Hugo. Na tej podstawie możemy twierdzić, że rodzina Martin, była żywo zaangażowana w losy Francji i rozwój misji. Został obdarzony talentem artystycznym, który wyrażał w swoich wierszach i rysunkach. Tym talentem również zostały obdarzone jego córki szczególnie Paulina, o czym poświadcza matka w jednym ze swoich listów: „(...) namaluj dwa obrazy do mojej pracowni. Potrzebuję ich”85, Celina a później również Teresa. Miał ogromne zdolności manualne podobnie jak jego przyszła żona. To skłoniło go do podjęcia zawodu zegarmistrzowskiego, którego precyzji nauczył się w Rennes. „Dokumenty rodzinne świadczą o tym, że w latach 1842-1843 przebywał w stolicy Bretanii u kuzyna swego ojca Ludwika Boharda, który uprawiał to rzemiosło„ 86. We wrześniu 1843 r. jak podaje ojciec Piat, Ludwik udał się w góry Szwajcarii, zapragnął spotkać się w samotności i ciszy z Bogiem, którego uwielbiał w utworach przez siebie pisanych. Dotarł do klasztoru Grand-Saint Bernard. Następnie Ludwik udał się do Strasburga, gdzie studiował i zdobywał wiedzę związaną ze swoim zawodem oraz uczył się języka niemieckiego. 1845 r. postanowił wstąpić do klasztoru kanoników, jednak nie został przyjęty z powodu nieznajomości łaciny. Próbował jej się nauczyć jednak, po licznych usiłowaniach, zrezygnował. Celina tak wspomina o tym wydarzeniu w swych wspomnieniach:„Zawsze wierzyliśmy w rodzinie i jestem tego pewna, że to nie kanonicy z Przełęczy Świętego Bernarda odmówili przyjęcia go, lecz to mój ojciec, widząc, jak trudzą go te studia, zrezygnował ze swych dążeń” 87. Następnie Ludwik przebywał przez trzy lata w Paryżu u swoich krewnych, aby dopełnić swego kształcenia.

Po powrocie do Alençon otworzył sklep zegarmistrzowski zakupił małą posiadłość zwaną Pavillon, był on wzniesiony w ogrodzie. „W nim Ludwik umieścił figurę Świętej Dziewicy, którą podarowała mu Pani Beaudouin: figura ta o otwartych ramionach, przeniesiona później do Buissonnets, stanie się sławną Dziewicą Uśmiechu” 88.

Zelię i Ludwika łączyło bardzo wiele. Historia ich rodzin pokazuje nam, że byli zaangażowani w przemiany, które dokonywały się wokół nich, pochodzili z rodzin wojskowych, które przede wszystkim miały na celu dobro ojczyzny i drugiego człowieka oparte na wierze w Boga. Dla rodziny Zelii jak i Ludwika Bóg stanowił centrum wszystkich ich poczynań. W Bogu odnajdywali sens życia, radość i spełnienie. Obydwoje rodzice świętej Teresy od Dzieciątka Jezus pragnęli poświęcić się Bogu przez wstąpienie do klasztoru, Zelia jak Ludwik obdarzeni zostali zdolnościami manualnymi, które stanowiły podstawę bytową rodziny przez nich założonej.

3. Zelia i Ludwik Martin i ich dzieci

Ludwik Martin i Zelia Guérin, silni wychowaniem wyniesionym ze swoich rodzin, budując własne ognisko, przygotowani byli do życia opartego na zasadach ewangelicznych. Nie prowadzili ożywionej działalności społecznej jak ich rodzice, ale angażowali się w sprawy polityczne poprzez modlitwę i uczynki miłosierdzia wobec braci jak i żołnierzy wojska pruskiego, których musieli 1871 r. przyjąć na mieszkanie 89.

Młodzi małżonkowie zamieszkali przy Pont-Neuf, był to duży budynek, posiadający oddzielne wejścia. W tym domu mieściła się pracownia zegarmistrzowska i skład biżuterii. Rodzice Martin mieszkali na piętrze tego domu. Zelia przeniosła tam swoje biuro a jej rodzina mieszkała niedaleko nich oddzielona tylko odcinkiem Grand-Rue.

Po dziesięciomiesięcznym celibacie rodzice decydują się na zmiany zapatrywań i do realizacji swojego powołania małżeńskiego, którego jednym z głównych celów jest zrodzenie i wychowanie potomstwa.

Od 1859-1870 r. narodziny i zgony w tej rodzinie następują po sobie w szybkim tempie. „Śmiertelność dziecięca stanowi prawdziwą klęskę w drugiej połowie XIX w. W przeciągu trzech lat i sześciu miesięcy państwo Martin tracą troje niemowląt i małą Helenkę, mającą pięć i pół roku”90. Do tych zgonów ich dzieci, które nastąpiły w tym czasie dochodzi jeszcze śmierć ojca Zelii i jej teścia. W dwa lat po ślubie w rodzinie Martin świętują pierwsze narodziny, na świat przyszła Maria Ludwika urodzona 22 lutego 1860 r. Jako najstarsze dziecko była odpowiedzialna za wychowanie młodszego pokolenia. Była ona również matką chrzestną Teresy. Teresa w Rękopisie A tak się o niej wyrazi po jej wstąpieniu do Karmelu: „W roku, w którym zostałam <jej dzieckiem>, Najświętsza Panna porwała mi drogą Marię, jedyną moją podporę... To ona mnie prowadziła, pocieszała, podtrzymywała w praktykowaniu cnoty i była moją jedyną wyrocznią. Najważniejsza, co prawda, była wciąż Paulina, lecz Paulina była daleko, bardzo daleko!„81. Maria, jako druga wstąpiła do karmelu i przybrała imię s. Marii od Najświętszego Serca.

Rok po niej, 7 września 1861 r. przychodzi na świat Maria Paulina, która odegra ogromną rolę wychowawczą w życiu Teresy. Po śmierci mamy to właśnie ją Teresa weźmie za swoją mamę. W Rękopisie A Teresa tak opisuje ten moment: „W dniu, w którym Kościół pobłogosławił doczesne szczątki naszej Matki, będącej już w Niebie, dobry Bóg raczył dać mi inną na ziemi i chciał, bym wybrała ją w sposób wolny. (...) rzuciłam się w twoje ramiona, krzycząc:<A dla mnie Mamą będzie Paulina!>92.. Paulina, jako pierwsza z sióstr Martin wstąpił 2 października 1882 r. do klasztoru sióstr Karmelitanek Bosych w Lisieux, gdzie przyjmie imię siostry Agnieszki od Jezusa. To właśnie ona nakaże Teresie spisać „Dzieje duszy”” pod wpływem i namową siostry Marii od Najświętszego Serca 93. Siostrze Agnieszce zawdzięczamy redakcję ostatnich rozmów ze świętą, które stanowią źródło dla potwierdzenia wrażliwości misyjnej św. Teresy 94.

Po Paulinie 3 czerwca 1863 r. na świat przychodzi Maria Leonia. „Gdy jej siostry jedna po drugiej wstępowały do Karmelu, ona też dążyła do życia zakonnego, lecz trudno jej było znaleźć konkretną drogę. Trzykrotnie wstępowała do klasztoru i z niego występowała: najpierw do klarysek w Alençon, potem dwukrotnie do wizytek w Caen. W 1899 r. ostatecznie wybrała ten ostatni i powoli znalazła uspokojenie” 95. Obecnie trwa jej proces beatyfikacyjny, który rozpoczął się 24 stycznia 2015 r. w Caen w Normandii.„Otwarcia procesu s. Franciszki Teresy (takie były imiona zakonne Leonii), francuskiej wizytki, dokonał ordynariusz diecezji Bayeux-Lisieux bp Jean-Claude Boulanger w kaplicy tamtejszego klasztoru wizytek (...)”96. Sługa Boża jest proszona o wsparcie szczególnie przez rodziców mających kłopoty z wychowaniem dzieci.

Rok po narodzinach Leoni 13 października 1863 r. przychodzi na świat w rodzinie Martin Maria Helena, która umiera 22 lutego 1870 r. mając pięć lat. Matka w listach obwinia się z powodu tej śmierci i w liście do Izydora prosi brata o wyrażenie jego opinii 97. Jednak brat siostry nie pocieszył, lecz wprowadził ją w jeszcze większe skrupuły: „wciąż wyrzucam sobie śmierć Helenki”98. Siostra Maria Dozytea upomniała swojego brata za to, że powiększył cierpienia Zelii, dając jej do zrozumienia, że małej Helenki nie otoczyła większą opieką. Wizytka w liście z 15 maja 1870 r. pociesza biedną zrozpaczoną matkę: „Bądź pewna, że Bóg Ci pobłogosławi, a miara Twoich cierpień będzie miarą radości dla Ciebie przeznaczonych. A wreszcie, jeśli dobry Bóg jest zadowolony z Ciebie, zechce Ci dać wielkiego świętego tak wyczekiwanego dla Jego chwały; czy to nie będzie dla Ciebie aż za wielka nagroda?”. W końcowej części tego listu prorocza wizytka robiła aluzje do modlitwy państwa Martin o wyproszenie u Boga misjonarza. „Czy jej przeczucie nie urzeczywistniło się trochę później przez przyjście na świat św. Teresy od Dzieciątka Jezus, przyszłej Patronki Misji i wszystkich misjonarzy, ukochanego dziecka całego świata?”100.

20 września 1866 r. przychodzi na świat pierwszy syn Maria Józef Ludwik, z którym rodzice wiązali wielkie nadzieje. Zelia do brata napisze: „Gdybyś wiedział jak ja bardzo kocham mojego małego Józia! Moje szczęście jest dopełnione” 101. Zelia i Ludwik pragnęli, aby ich dzieci były poświęcone Bogu. W korespondenci rodzinnej Zelia nie pomija żadnych ważnych faktów, jest bardzo szczegółowa w swoich opisach. Jednak o śmierci pierwszego syna 14 lutego 1867 r. nie ma nic w korespondencji i w tym miejscu w listach pojawia się pewna luka. Ta śmierć rozproszyła nadzwyczajne nadzieje. „Wiadomo, z jak wielkim pragnieniem pobożni rodzice marzyli o tym, by wszystkie swoje dzieci poświęcić na służbę Bożą, a ten syn czyż nie miał być misjonarzem, na jakiego szlachetni rodzice z góry przeznaczyli go z radością?” 102. Maria Ludwika słyszała, <(...) jak matka, trzymając na kolanach pierwszego Józia, mówiła z dumą do Ojca: <Patrz, jakie piękne są te małe rączki! Jak to będzie pięknie, kiedy je ukaże przy ołtarzu, albo przy głoszeniu kazań>”103. Zelia miała w planach zrobienie dla swojego syna księdza alby z koronek z Alençon. Miesiąc przed śmiercią Józia czyni takie wyznanie:„(...) dobry Bóg nie dałby mi takiego pragnienia, by mieć synka, aby mi go odebrać tak wcześnie. Chce mi go zostawić”104. Po tych słowach możemy zrozumieć, dlaczego nie ma wzmianki o śmierci małego Józia. Zelia nie dopuszczała do siebie myśli, że jej synek może zostać jej odebrany. Jak bardzo musiała być rozczarowana po tej śmierci. Zaufała Bogu a On zabrał nadzieję i rozkosz jej oczu. Ból matki po stracie dziecka jest nie do opisania, dlatego brat postanowił pewne listy zachować i nie przekazał ich swoim siostrzenicom karmelitankom.

W tym samym roku, kiedy umiera pierwszy syn przychodzi na świat 19 grudnia 1867 r. Maria Józef Jan Chrzciciel. Matka ma obawy o jego zdrowie i lęka się, że i jego spotka podobny los jak jego pierwszego braciszka, w liście w rocznicę śmierci pierwszego syna napisze: „Pragnęłabym, by mi go dobry Bóg zostawił. O to proszę usilnie codziennie. Lecz jeśli On tego nie zrobi, trzeba się będzie zdobyć na rezygnację”105. Tego syna Zelia i Ludwik wyprosili w nowennie do św. Józefa. W dzień przed jego śmiercią zrozpaczona matka wyznała: „Wciąż żałośnie płacze. Już dwie doby nie zmrużył oka. Wije się z bólu” 106. A w wiadomości o śmierci, która nastąpiła 24 sierpnia 1868 r. napisała do brata: „W nocy ogromnie cierpiał i ze łzami prosiłam o jego śmierć. Doznałam ulgi na sercu, kiedy oddał ostatnie tchnienie” 107. Tak potrafi się modlić tylko matka, która całą nadzieję pokłada w Bogu i która cierpi wraz ze swoim dzieckiem.

Św. Teresa była świadoma pragnienia rodziców, co do swoich zmarłych braci. W Rękopisie C, który wyraża jej powołanie misyjne wyznała: „Od bardzo dawna marzyłam o czymś, co wydawało mi się niemożliwe: bracie kapłanie. Często sobie myślałam, że gdyby moi bracia nie odlecieli w dzieciństwie do Nieba, to miałabym szczęście ujrzeć ich kiedyś przystępujących do ołtarza. Lecz dobry Bóg wybrał ich na małych aniołów (...)” 108.W dalszej części tego Rękopisu opisuje o spełnieniu jej pragnienia przez Jezusa, bo została duchową matką dwóch przyszłych kapłanów i misjonarzy.

Po niecałym roku od śmierci drugiego syna na świat przychodzi 28 kwietnia 1869 r. Maria Celina, umiłowana siostra św. Teresy, przyjaciółka i powiernica. Celina również wstąpiła do karmelu w Lisieux, jako ostatnia z córek Martin, gdyż to właśnie ona opiekowała się chorym ojcem i towarzyszyła mu w jego ostatniej drodze. W zakonie przybrała imię siostra Genowefa od Przenajświętszego Oblicza. To właśnie jej zawdzięczamy zdjęcia małej świętej, gdyż do klasztoru wzięła ze sobą na tamte czasy drogi sprzęt-aparat fotograficzny. Po śmierci rodziców i Teresy została świadkiem ich życia i odegrała ważną rolę w procesach beatyfikacyjnym i kanonizacyjny.

Po Celinie 16 sierpnia 1870 r. na świat przychodzi kolejna córka Maria Melania Teresa, która odejdzie do Pana 8 października tego roku. Matka takie uczyniła wyznanie swojej bratowej: „Tak bardzo kochałam to dziecko. Przy każdym nowym zgonie wydaje mi się, że to dziecko, które tracę, kocham bardziej, niż inne. Ta była piękna jak kwiat. Poza tym sama ją pielęgnowałam” 109. W liście do brata opisuje szczegóły śmierci małej, która zmarła na skutek wycieńczenia. Dzieli się z nim również swoim pragnieniem: „Pragnęłabym teraz, by mi dobry Bóg dał w zamian nowe: nie pragnę synka, ale nowej małej Teresy podobnej do tamtej (...)” 110. I tym razem oddana Bogu matka zostanie wysłuchana. Trzy lata po śmierci pierwszej Teresy przyjdzie na świat przyszła mała święta.

Lata 1870-1973, które poprzedzają narodziny Teresy, są ważne w historii Francji i rodzinie Martin. Bismarck wypowiedział wojnę Prusom, ogłoszona zostaje III Republika, papież Pius IX po wkroczeniu wojsk włoskich z generałem Cadorna na czele do wiecznego miasta ogłasza się „więźniem Watykanu”. Wszystkie te wydarzenia bardzo dokładnie opisuje Zelia w listach do brata i bratowej. W liście do bratowej z 30 listopada, czytamy o alarmie informującym o nadchodzących wojskach pruskich do Alençon i reakcji mieszkańców tego miasta, połowa uciekła, niektórzy tak jak Ludwik byli wywiadowcami w lesie. Prusacy jednak nie dotarli do Alençon maszerowali do Paryża. Zelia i Ludwik śledzili wydarzenia polityczne i wojenne. W relacji o Paryżu, o której dowiedziała się z dziennika „Le Progres”, do bratowej napisała: „obecnie fizycznie czuję się dobrze, ale duchowo, zwłaszcza dziś rano, źle. To, co się dzieje w Paryżu, napełnia smutkiem moje serce; dowiedziałam się o śmierci arcybiskupa i sześćdziesięciu czterech księży rozstrzelanych wczoraj przez komunardów. Jestem tym wszystkim wstrząśnięta”111. J. Gallimard twierdził, że podczas „Krwawego Tygodnia” zginęło sześćdziesięciu dwóch duchownych 112.

W kolejnym liście spotykamy się z informacją o wojskach pruskich, które dotarły do Alençon i o bitwie mieszkańców miasta z nieprzyjacielem i o rozporządzeniu wydanym, że mieszkańcy mają przyjąć pod dach nieprzyjaciela. Rodzinie Martin przydzielono dziewięciu żołnierzy: „W końcu przydzielono na mieszkanie dziewięciu żołnierzy i nie mamy powodu by narzekać (...) Ci, którzy są u nas, nie są niegrzeczni ani rabusiami, ale są żarłokami, jakich nigdy nie widziałam. Wszystko jedzą bez chleba!” 113. Ludwik boleśnie przeżywał upokorzenie kraju i zaczynał żałować, że nie wstąpił w ślady ojca 114. Ofiaruje w intencji Francji pielgrzymkę do Chartes, prastarej świątyni Maryjnej 115. Zelia wspomina o tej pielgrzymce oraz o nowennie w intencji Francji 116. Historia jest bardzo żywa w tej rodzinie i wpływa na wychowanie patriotyczne a przede wszystkim religijne potomstwa.

Równolegle w tym czasie zauważalny jest rozkwit misyjny, który powiązany jest z działalnością kolonizacyjną. Rodzina Martin była bardzo związana z Kościołem, o czym świadczy ich życie codzienne, modlitwa. Przeżywają to, co dzieje się w „wiecznym mieście” w 1873 r. minęła czwarta rocznica jak papież Pius IX ogłosił się „więźniem Watykanu”117 oraz z tym, co się dzieje na świecie i w ich kraju. Wiadomości dotyczące świata i Kościoła czerpała z dziennika „Le Progres” w Alençon. Groziło mu zawieszenie, o czym daje świadectwo Zelia: „Dziennikowi<Le Progres> w Alençon grozi zawieszeni i w tej chwili zabroniono jego sprzedaży na placach publicznych” 118. Na tej podstawie możemy przypuszczać, choć nie mamy na to wielu dowodów, że sprawa misyjna również z zaangażowaniem była śledzona przez Zelię i Ludwika. Mimo iż w listach Zelii nie znajdujemy wiadomości na temat misji i ich rozwoju, śledząc dzieje historii zauważamy ich wielkie znaczenie dla samej Francji i Kościoła. Jej siostra Dozytea po śmierci pierwszego syna nakłania rodziców do modlitwy z prośbą o misjonarza, a córka Maria słyszała jak matka pragnęła, by mały Józio był kapłanem i misjonarzem.

Po tej trzyletniej przerwie naznaczonej wojną na świat w rodzinie Martin przychodzi 2 stycznia 1873 r. Maria Franciszka Teresa ostatnia córeczka, która swoja małą drogą miała zdobyć świat. Po trzech dniach od jej narodzin gazety francuskie doniosły „(...) o śmierci eks-imperatora Napoleona III. Przez krótki okres czasu losami młodej III Republiki kieruje Thiers. Większość katolików żywiła nadzieję na powrót króla, ale rozczarowuje ich nieustępliwość pretendenta do tronu Henryka V, Pani Martin wyraziła swoje zdanie, co do nadchodzącej przyszłości: „(...) nie zapowiada się ona wspaniale, (...) co do mnie, to nie wierzę, by Henryk V mógł obecnie wrócić; tym bardziej nie wierzę w podłe oszczerstwo, żeby miał zmienić swoje poglądy i przyjąć zasady rewolucyjne” 117. Prezydentem III Republiki został wybrany marszałek Mac-Mahon120.

Takie jest tło polityczne i religijne narodzin wielkiej a zarazem małej świętej ziemi francuskiej. Po jej narodzinach matka wyznała: „Jestem bardzo zadowolona. W pierwszej chwili jednak czułam się zawiedziona, bo spodziewałam się chłopca!” 121. Teresa została ochrzczona 4 stycznia 1873 r. w Kościele gdzie jej rodzice złożyli sobie przed Bogiem przysięgę małżeńską. „Chrztu udzielił ks. Dumaine, wikary, który później został wikariuszem generalnym w Seéz i był świadkiem w procesie beatyfikacyjnym św. Teresy od Dzieciątka Jezus„122. Matka Teresy od 1865 r. choruje na raka piersi, który zostaje zdiagnozowany dopiero 1876 r. Miała problemy z pokarmem dla dzieci, dlatego była zmuszona oddawać je do mamek na wykarmienie. Dla matki był to trudny okres, pierwsze dni dziecko pozostawało poza domem u innej kobiety. Teresa u swojej mamki „Różyczki” pozostała cały rok. Po jednej wizycie małej w domu Zelia tak opisuje Tereskę w liście do Pauliny: „Przypuszczam, że zacznie wcześnie chodzić i że będzie miała dobry charakter. Zdaje się być bardzo inteligentna i ma twarzyczkę świętej” 123. Do rodziny mamka ją dowoziła albo rodzina odwiedzała ją na wsi. Ten pobyt na wsi tak wpłyną na Tereskę, że bardziej utożsamiała się z ludźmi ze wsi niż z własną rodziną, o czym daje świadectwo sama mama: „(...) widziałam Terenię. Była grzeczniejsza, niż ostatnim razem. Pomimo to Ludwika jest niezadowolona. Mała nie chciała na nią patrzeć ani iść do niej. Było mi trochę przykro. Co chwila przychodziły do mnie pracownice i podawałam małą to jednej to drugiej. Widziała je chętnie, daleko chętniej niż mnie i obłapiała je po wiele razy. Kobiety wiejskie, ubrane jak jej mamka-oto ludzie, jakich jej trzeba!”124. Matka nie długo nacieszyła się małą Tereską, w liście do brata z 1865 r. Zelia zwierzyła się Izydorowi ze zmartwienia z powodu powiększenia piersi w miejscu, w którym się uderzyła jak była jeszcze młodą dziewczyną. Był to pierwszy sygnał choroby. Nowotwór ujawnił się po jedenastu latach. Chorobę w 1876 r. zdiagnozował doktor Notta z Lisieux. Zelia po diagnozie postanowiła wraz z córkami udać się w pielgrzymce do Lourdes, aby wyprosić dla siebie łaskę zdrowia. Pielgrzymkę odbyły w czerwcu a 24 lutego Zelia dowiaduje się o śmierci swojej siostry wizytki Marii Dozyteii, której zawdzięczała swoją formację duchową i ukierunkowanie na zgadzanie z wolą Bożą. To właśnie siostra Dozytea podtrzymywała ją w tych wszystkich trudnych chwilach, gdy przyszło jej oddawać czworo dzieci dobremu Bogu. Pielgrzymka nie przyniosła oczekiwanego rezultatu, mimo to Zelia zachowała ufność w Bogu, który wszystko zwycięża i nie żałowała trudu pielgrzymki, która jej stan jeszcze pogorszyła 125. W tym czasie choroby matka nie była skupiona na sobie jej troską w tych najgorszych chwilach była Leonia, dziecko opóźnione w rozwoju, dla której zatroskana matka prosiła i modliła się o wewnętrzną przemianę 126. Martwiła się również o wychowanie dwóch najmłodszych córek Celiny i Teresy. To zadanie umierająca matka zleciła Maryni i Paulinie. Zobowiązała najstarsze córki, by wychowały je po chrześcijańsku. Błogosławiona Zelia Martin zmarła 28 sierpnia 1877 r. gdy Tereska miała cztery i pół roku. Teresa tak wspominała ten moment: „Wszystkie szczegóły choroby naszej kochanej mamy są wciąż we mnie obecne. Pamiętam zwłaszcza jej ostatnie tygodnie na ziemi (...).Wzruszająca ceremonia ostatniego namaszczenia również utkwiła mi w duszy, wciąż widzę miejsce, w którym stałam obok Celiny. W dzień, lub nazajutrz po zgonie Mamy, Tato wziął mnie na ręce mówiąc:<Chodź ucałować po raz ostatni twą Matkę>” 127.

Zelia została pochowana na cmentarzu w Alençon. „Dopiero w październiku po śmierci Ludwika Martin, szwagier, chcąc połączyć w grobie tych, których życie wspólne było tak wzorowym związkiem, kazał przewieźć zwłoki siostry do grobu rodzinnego w Lisieux 128. Zmarłą wspominano z żalem i wzruszeniem. Piękne świadectwo o świętym życiu Zelii dała jej bratowa w liście z 1891 r. do siostry Teresy od Dzieciątka Jezus: „(...) Bóg zechciał, by ta matka, która kierowała Tobą w Twym dzieciństwie, została wyniesiona do bardziej zaszczytnej chwały i mogła się cieszyć radościami niebieskimi. Twoich rodziców, moja Tereniu, można nazwać świętymi i zasługują na to, by mieć święte dzieci” 129. Te słowa prorocze realizują się w naszych czasach, rodzice zostali ogłoszeni 19 października 2008 r. błogosławionymi, a obecnie 24 stycznia 2015 r. w Caen w Normandii rozpoczął się proces beatyfikacyjny Leoni, tej która chorej matce przysporzyła tyle trosk. Wzruszające świadectwo o matce Teresy i jej samej daje ich służąca Ludwika Marais, która w liście do sióstr w 1923 r. pisała: „W moich srogich cierpieniach wzywam małej Tereni i jednocześnie jej dobrej i świętej matki, bo jeśli mała Terenia jest świętą, to moim zdaniem jej matka jest też wielką świętą. Ileż ona wycierpiała w swoim życiu, a wszystko zniosła z poddaniem. A przy tym jak się umiała poświęcać!” . Ważniejsze od tych świadectw są świadectwa córek a szczególnie piękny portret nakreślony przez św. Teresę: „Kocham mateczki uśmiech jakże miły, spojrzenia oczu jej głębokich mówiły: <Wieczności blaski duszę moją zachwyciły, odejdę, dokąd nieba mnie pociąga droga-oglądać Boga!>”131.

Ludwik po śmierci żony wraz z córkami przeniósł się z Alençon do Biussonnets w Lisieux, by być bliżej rodziny swojej żony. Ten okres Teresa bardzo miło wspomina w swoich Rękopisach. Ludwik starannie kierował wychowaniem córek, a zasadą wychowania była miłość pełna ufności. To on stał się świadkiem realizacji pragnień jego i żony, aby dzieci poświęcone były Bogu. Towarzyszy swoim córkom w realizacji powołania zakonnego. Przeżywa i dziękuje Bogu za powołanie swoich córek do Karmelu, najpierw Pauliny potem Maryni i swojej ulubienicy Teresy oraz Leoni do wizytek. Po jego śmierci wstępuje również Celina. Pragnienie świętych rodziców zostało zrealizowane wszystkie ich dzieci były oddane na służbę dobremu Bogu.

W 1887 r. Ludwik doznaje pierwszego paraliżu 132. Po wstąpieniu „małej królewny” do Karmelu stan ojca zaczął się pogarszać. Celina na bieżąco starała się informować siostry o męczeństwie ojca. To bolesne męczeństwo było związane „(...) z postępującą encefalopatią naczyniową oraz miażdżycą tętnic mózgowych. Choroba ta utrudniała kontakt chorego z bliskimi i przyczyniła się do ogromnych cierpień moralnych jego samego i otoczenia”133. Ludwik zostaje umieszczony w zakładzie Dobrego Zbawiciela w Caen prowadzonym przez siostry zakonne. Powrócił do domu 10 maja 1892 r. jego stan po powrocie do domu pogarszał się. Cały czas towarzyszyła mu Celina. Ojciec w pokorze prosił córki o modlitwę do św. Józefa, by ojciec zmarł jak święty 134. Tak też się stało 29 lipca 1894 r. Odszedł do Pana ten, który pragnął doświadczyć męczeństwa i łączył je z Ukrzyżowanym, wszystko czynił na chwałę Boża. Celina w wiadomości o śmierci taty napisała do sióstr: „Tatuś jest w niebie (...) wuj powiedział, iż nigdy nie widział tak łagodnej śmierci” 135. Ludwik został pochowany w Lisieux.

O. Piat pisze: „Pośmiertną chwała rodziców jest nadprzyrodzony rozkwit ich dzieci” 136. Zelia i Ludwik stworzyli rodzinę opartą na najwyższym ideale-Bogu, wszystkie ich dążenia, pragnienia, trudy i radości były skierowane do Niego. Byli małżonkami wzmocnionymi życiem sakramentalnym, modlitwą, pielgrzymkami. Tworzyli atmosferę miłości i harmonii. To miało ogromny wpływ wychowawczy na córki, które wszystkie poświęciły się na służbę dobremu Bogu. W ten sposób spełniły niezrealizowane pragnienie ojca i matki. Rodzina ta szczególnie praktykowała dzieła miłosierdzia przez wspieranie ubogich, o czym w Rękopisach świadczy Teresa. Zelia i Ludwik stworzyli rodzinę oddaną Bogu, Kościołowi, drugiemu człowiekowi i Ojczyźnie. Dla córek państwa Martin najwspanialszą szkołą była postawa i postępowanie rodziców, co zaowocowało w życiu każdej córki a szczególnie w małej świętej, która swoją drogą dziecięctwa zdobyła cały świat i mimo że nie była na misjach została ogłoszona ich Patronką.

Powrót do góry

POWOŁANIE MISYJNE ŚW. TERESY OD DZIECIĄTKA JEZUS

Rodzina, jak powiedział św. Jan Paweł II, jako wspólnota życia i miłości oraz „sanktuarium życia” spełnia misję głoszenia Ewangelii życia poprzez wychowanie dzieci. Wychowanie to jest wychowaniem do szacunku dla życia i troski o nie137. To powołanie doskonale wypełnili małżonkowie Martin, którzy obdarzyli Kościół nie tylko własną świętością, ale również świętością swoich dzieci, a szczególnie św. Teresy od Dzieciątka Jezus, Patronki Misji. W rozwoju fizycznym i duchowym naszej Małej świętej, która od zbytniej koncentracji na sobie przechodzi do całkowitego zapomnienia o własnym „ja” i dochodzi do doskonałego oddania się Bogu i drugiemu człowiekowi, dostrzegamy również jej rozwój powołania misyjnego. Ta droga wewnętrznej przemiany doprowadza Teresę pod koniec jej krótkiego życia do odkrycia jej własnego powołania: „W Sercu Kościoła, mej Matki, będę Miłością... W ten sposób będę wszystkim...W ten sposób moje marzenie się spełni!!!...”138.

Swój zapał misyjny Teresa najpierw zaczerpnęła od swoich rodziców obserwując ich oddanie Kościołowi i zaangażowanie w tworzenie historii, oraz uczynki miłosierdzia względem ubogich, a potem sama odnalazła swoją drogę realizacji powołania misyjnego w Karmelu. Od samego początku życia Teresy, aż do jej ostatnich dni, obserwujemy wzrost świadomości i rozwój tradycyjnego misyjnego ducha. W Rękopisach i Listach, które powstały pod koniec jej życia, obserwujemy rozwój jej wrażliwości misyjnej, który zaczął się już od jej najmłodszych lat. Jej korespondencja z misjonarzami przedstawia nam jej sposób rozumienia i realizacji misji „ad gentes” w zakonie klauzurowym. To jej zaangażowanie na rzecz misji i misjonarzy przyczyniło się do ogłoszenia jej Patronką Misji.



1. Teresa i jej duch misyjny przed wstąpieniem do Karmelu

Okres przed wstąpieniem do Karmelu Teresa dzieliła na trzy etapy: „Do chwili wstąpienia do Karmelu w dziejach mojej duszy wyróżniam trzy wyraźne okresy”139.

Pierwszy rozciągał się od uzyskania świadomości do śmierci matki, Teresa miała wtedy cztery i pół roku. W tym czasie Teresa już wykazywała się wielką inteligencją i wrażliwością na Boga, o czym świadczyła jej matka w listach oraz ona sama: „Tak więc kochałam bardzo Tatę i Mamę i okazywałam im to na tysiąc sposobów, byłam bowiem bardzo wylewna. Tyle że środki, jakich po temu używałam, były niekiedy dziwne, jak świadczy o tym urywek z listu Mamy: Mała, to niezrównany figlarz, okazuje mi serdeczność życząc śmierci:<<Ach, tak bardzo bym chciała byś umarła, biedna moja Mamo!>>..., woła. Skarcona odpiera:<<Chcę przecież, byś poszła do Nieba, bo mówisz, że trzeba umrzeć, aby tam pójść.>> W podobnych porywach miłości życzy śmierci i swemu ojcu!”140.

Teresa była świadoma tego jak wiele zawdzięczała swoim rodzicom wyraziła to w słowach: „Mam też szczęście przynależeć do Rodziców, którzy nie mają równych sobie i którzy otoczyli nas tą samą troską i tą samą czułością (...) Gdybym nie miała szlachetnych Rodziców (...), to przy mojej naturze nie wyrosłabym na nikogo dobrego, a może nawet poszłabym na zatracenie”141.

To właśnie oni ukierunkowali ja na Boga i ludzi swoim przykładem życia, pokutą, ofiarnością i miłością, co poświadcza sama święta: „Mając wokół siebie tylko dobre przykłady, chciałam naturalnie je naśladować. Oto, co Mama pisała w 1876 r.: Niekiedy Teresa już bierze się za praktyki (...)”142.

W tym okresie Teresa bardzo przylgnęła do swojej siostry Celiny, jak twierdziła matka, były nierozłączne. Teresa wspomina słowa Matki:„To dwie wybrane natury, z pewnością wyrosną na dobrych ludzi. Celina dobrowolnie nie uczyni nic złego. Z małej też będzie dobry człowiek, nie skłamie za żadne skarby świata, a umysł ma taki, że podobnego nie widziałam u żadnej z was”143. Teresa obserwując swoich rodziców, na tym etapie swojego życia, wykazywała się ogromną wrażliwością na drugiego człowieka szczególnie ubogiego napotkanego na spacerach. Wspominała: „Często w czasie długich spacerów spotykaliśmy ubogich i ofiarowanie jałmużny przypadało zawsze małej Teresie, z czego ta bardzo się cieszyła”144.

W swoim dzieciństwie nie była pozbawiona wad. Bardzo często wykazywała swoje niezadowolenie z powodu błahych spraw jak na przykład szybszego powrotu ze spaceru. O swoich wadach tak wspominała w Rękopisie A, przytaczając słowa matki: „Najpierw urywek, w którym moje wady błyszczą żywym blaskiem: <Oto Celina bawi się z małą klockami, od czasu do czasu dochodzi do sprzeczki, wówczas Celina ustępuje, by zdobyć perłę do korony. Ja zaś muszę karcić biedne maleństwo. Kiedy sprawy nie układają się po jej myśli wpada w okropną złość; tarza się wtedy po ziemi, jakby wszystko utraciła i popada w zupełną rozpacz (...). Nerwowe z niej dziecko, tym niemniej przemiłe i bardzo pojętne, wszystko pamięta. 145

Czas do śmierci Matki Teresa wspominała bardzo miło. Stwierdziła, że: „wtedy doprawdy uśmiechało się do mnie wszystko, na każdym kroku znajdowałam kwiaty, a mój szczęśliwy charakter uprzyjemniał mi życie”146. Na tym etapie Teresa swoją misyjność wykazywała poprzez praktykowanie jałmużny i otwarcie się na potrzeby drugiego człowieka.

Drugi etap dzieciństwa obejmuje czas dla niej bardzo trudny. Tak go ujęła: „(...) nowy okres, w którym już wówczas, w dzieciństwie, miałam zostać wrzucona w tygiel utrapień i cierpień; dzięki temu mogłam być złożona w ofierze Jezusowi przed czasem”147. Rozpoczął się on śmiercią matki i wstąpieniem Pauliny do Karmelu a zakończył, gdy Teresa „odzyskała swój charakter z dzieciństwa, wchodząc przy tym w wiek dojrzały”148 gdy mała czternaście lat.

Po przeprowadzce do dzielnicy Buissonnets w Lisieux zaczęła się nowa era dla rodziny Martin, której całokształt domowych rządów spadł na ojca rodziny Ludwika i jego starsze córki Marynie i Paulinę. Teresa po śmierci matki, jak sama zaświadczała, utraciła swój radosny charakter. Stała się osobą nieśmiała i łagodną, wrażliwa aż do skrajności, płaczliwą, lubiła samotność i przebywanie tylko w gronie rodzinnym. Początkowo kształceniem Teresy zajęły się Paulina i Marynia. Uczyły ją czytać i pisać oraz zapoznawały ją z biblijnymi dziejami ucząc katechizmu. Po skończonych lekcjach Teresa wraz z ojcem udawała się na spacery, które miały wpływ na rozbudzenie w niej wrażliwości na otaczający świat i to, co się w nim dzieje. O spacerach i o tym jak ją kształtowały te wspólne wyprawy z jej „królem” takie dawała świadectwo: „Po południu szłam z tatą na mały spacer; składaliśmy przy tym wizytę w kościele, co dzień innym, aby pozdrowić Najświętszy Sakrament. Tym właśnie sposobem weszłam po raz pierwszy do kaplicy Karmelu. (...) Podczas naszych przechadzek tato lubił posyłać mnie z pieniężną ofiarą dla ubogich, których spotykaliśmy”149.

Pewnego razu przydarzyło się jej, że ubogi odmówił jej pomocy, ale to sześcioletnią dziewczynkę zmobilizowało do uczynienia duchowej ofiary względem tego biednego człowieka. Przypomniała sobie, co raz usłyszała, że w dzień pierwszej komunii otrzymuje się wszystko, o co się poprosi. „Ta myśl dodała mi otuchy i chociaż miałam zaledwie sześć lat powiedziałam sobie w duchu: W dzień pierwszej komunii pomodlę się za mojego ubogiego>”150.

Na tym etapie widzimy już wyraźnie u Teresy jej zapał do modlitwy i składania duchowych i materialnych ofiar dla wyproszenia łask dla innych151. Wspominała, że wspomagała dzieło krzewienia Wiary poprzez pieniężne ofiary, które zbierała w swojej szkatułce pisała: „(...) z tej właśnie szkatułki brałam pieniążki, kiedy w niektóre uroczyste święta chciałam dać w kościele na tacę, albo na krzewienie Wiary, albo na inne podobne dzieła”152.

Mając lat osiem podjęła naukę w szkole prowadzonej przez siostry benedyktynki. Wykazywała się wielkimi zdolnościami naukowymi, lubiła czytać a szczególnie interesowała ją historia Francji. W Rękopisie A zapisała: „(...) czytając opowieści o patriotycznych czynach bohaterek Francji, zwłaszcza o czynach Czcigodnej Joanny D’Arc, pragnęłam bardzo je naśladować”153. Właśnie dla tej świętej napisała swoją sztukę, gdy była już w Karmelu i odegra główną rolę. Celina, zrobiła jej zdjęcie w przebraniu za Joannę D’ Arc. Podobnie jak rodzice bardzo była zaangażowana w losy swego kraju, na tym etapie życia poprzez naukę jego historii, wspominała: „(...) Nauka szła mi dobrze, niemal wszędzie byłam pierwsza, największe sukcesy odnosiłam w historii”154.

Po tych sukcesach naukowych przyszło jej się zmierzyć z bolesną prawdą, że ta, która ją wprowadziła w świat wiedzy teraz opuszcza ją, by wstąpić do Karmelu: „(...) stało się to wtedy, kiedy Jezus porwał jej kochaną mamę, Paulinę, którą tak serdecznie kochałam!”155. To doświadczenie Teresa bardzo przeżyła, a nawet z tego powodu poważnie się rozchorowała. Doktor Gayral, który dokładnie ten jej stan przestudiował zaliczył tę chorobę do nerwicy. Z tej choroby została cudownie uzdrowiona przez uśmiech Matki Najświętszej, wyznała: „Naraz Najświętsza Panna ukazała mi się piękna, tak piękna, że nigdy nie widziałam nic piękniejszego, z jej twarzy przebijała dobroć i niewysłowiona serdeczność. Lecz to, co przeniknęło mnie aż do głębi, to <jej czarujący uśmiech>. W jednej chwili zniknęły wszystkie utrapienia (...)”156.

To doświadczenie cudownego uzdrowienia wyryło się w jej pamięci, tak jak dzień jej Pierwszej Komunii157. „Nadszedł wreszcie dzień najpiękniejszy, Niebiański. Jak niewysłowione wspomnienia pozostawiły w mej duszy najmniejsze jego szczegóły! (...). Był to pocałunek miłości, czułam się kochana i sama mówiłam: <Kocham cię, oddaję się tobie na zawsze>”158. Rok po komunii świętej zapadła na chorobę skrupułów. „To przewrażliwienie czyniło mnie doprawdy nieznośną”159. I z tej choroby zostaje cudownie uzdrowiona w „niezapomnianą noc Bożego Narodzenia. Tej nocy, w której stał się słabym i cierpiącym z miłości do mnie, uczynił mnie silną i dzielną, przyodział mnie w zbroję. I począwszy od tej błogosławionej nocy nie przegrałam żadnego starcia, przeciwnie, kroczyłam od zwycięstwa do zwycięstwa, rozpoczynając–rzec można<bieg olbrzyma!>”160.

„W tę noc pełną światła rozpoczyna się trzeci okres w moim życiu, najpiękniejszy ze wszystkich, najobfitszy w łaski Nieba…Uczynił ze mnie rybaka dusz, odczułam silne pragnienie, by pracować dla nawrócenia grzeszników, pragnienie, które nigdy dotąd nie było we mnie tak żywe (...). Jednym słowem poczułam, że w moje serce wstępuje miłość, potrzeba zapomnienia o sobie, aby móc sprawiać radość.(...) Pewnej niedzieli, kiedy patrzyłam na obraz Naszego Pana na Krzyżu, uderzyła mnie krew, spływająca z jednej z Jego Boskich dłoni. Zasmuciłam się bardzo na myśl, że ta krew spada na ziemię i nikt się nie kwapi, aby ją przyjąć. Postanowiłam, że będę trwać w duchu u stóp Krzyża, by przyjmować tę Boską rosę, ze świadomością, że trzeba później rozlać ją na dusze grzeszników”161.

To wydarzenie otworzyło i uwrażliwiło serce czternastoletniej Teresy na pragnienia Jej Umiłowanego: „Chciałam dać pić mojemu Ukochanemu i sama czułam, że trawi mnie pragnienie dusz. Jeszcze nie dusze kapłanów przyciągały mnie wówczas, lecz dusze wielkich grzeszników, płonęłam pragnieniem, by ich wyrwać z wielkiego ognia”162. W swoich wspomnieniach Celina tak wypowiedziała się o powołaniu zakonnym swojej młodszej siostry, która w wezwaniu Pana widziała: „(...) przede wszystkim sposób na ratowanie dusz. Myślała nawet o wstąpieniu do sióstr misjonarek, pracujących za granicą, jednak nadzieja uczynienia więcej przez umartwienie i ofiarę z siebie skłoniła ją ostatecznie do zamknięcia się w Karmelu. (...) Uważała, że trudniej jest pracować, nie widząc nigdy owoców, jak również pracować bez zachęty i bez żadnej rozrywki; ponadto, jak mówiła, pracą najbardziej uciążliwą jest ta, którą podejmujemy nad sobą, aby z czasem umieć się przezwyciężać”163.

Na tym trzecim etapie przed jej wstąpieniem do Karmelu główny wpływ na uformowanie jej ducha misyjnego miały dwa wydarzenia: pierwsze modlitwa o nawrócenie zbrodniarza i drugie podróż do Rzymu do Ojca Św. Leona XIII z prośbą o pozwolenie na wstąpienie do Zakonu Karmelitańskiego w wieku 15 lat. Obydwa te wydarzenia były związane z pragnieniem łowienia dusz dla Chrystusa.
Narasta tutaj wrażliwość Teresy i troska o zbawienie grzeszników, która nie jest jeszcze na wskroś misyjna. Momentem ważnym jest tu sprawa Pranziniego. Wrażliwość i troska o zbawienie grzeszników otworzyła Teresie oczy na tych, którzy byli w jeszcze gorszej sytuacji. Od grzeszników, jakim jest Pranzini, którzy poznali Dobrą Nowinę i mają możliwość nawrócenia przejdzie do tych, którzy jeszcze nie spotkali się z Imieniem Boga i orędziem zbawienia.

Sprawę Henryka Pranziniego, zbrodniarza który podciął gardło dwóm kobietom i jednej dziewczynce, by je okraść, Teresa tak przedstawiła: „Usłyszałam, jak mówiono o wielkim zbrodniarzu, którego właśnie skazano na śmierć za ohydne zabójstwa. Wszystko wskazywało, że umrze bez skruchy. Chciałam za wszelką cenę uchronić go od piekła i użyłam po temu wszystkich wyobrażalnych środków: czując, że sama z siebie nic nie mogę, ofiarowałam Dobremu Bogu wszystkie nieskończone zasługi Naszego Pana, skarby Świętego Kościoła, a także poprosiłam Celinę, by zamówiła mszę w moich intencjach (...) Zostałam wysłuchana co do joty! Nazajutrz po egzekucji znalazłam pod ręką dziennik . Otwarłam go spiesznie i co zobaczyłam? Pranzini, bez spowiedzi, wszedł na szafot i już zamierzał włożyć głowę w ponury otwór, kiedy nieoczekiwanie, pod wpływem nagłego natchnienia, odwrócił się, ujął Krucyfiks, który podał mu kapłan, i ucałował po trzykroć święte rany!...Po czym duszę jego czekał miłosierny wzrok Tego, który oświadczył, że w Niebie jest więcej radości z jednego grzesznika, który pokutuje, niż z 99 sprawiedliwych, którzy pokuty nie potrzebują”164. Teresa otrzymała znak, o który prosiła, wiedziała, że to widok ran Jezusa i Jego Boskiej krwi wzbudził w jej sercu pragnienie dusz. „Chciałam ich poić krwią nieskalaną, która miała obmyć ich zmazy, i oto usta <pierwszego mojego dziecka> przywarły do świętych ran!!! Ach, od czasu tej niezwykłej łaski moje pragnienie ratowania dusz wzrastało z każdym dniem (...)„165. Była to niezwykła świadomość młodej dziewczyny. Te pragnienia były bardzo silne w Teresie, gdyż już na samym początku spisywania swoich „Dziejów duszy” w Rękopisie A, daje nam świadectwo swojego zapału misyjnego, który był związany z jej powołaniem, pisała: „(...) pytałam siebie: dlaczego, na przykład, tak wielu biednych dzikich umiera, zanim mają możność usłyszeć dźwięk Imienia Bożego”166. Tu po raz pierwszy Teresa akcentuje swoją wrażliwość misyjną „ad gentes”, którą odkrywa po sprawie z Pranzinim, który znając już Chrystusa, był o krok od spotkania z Nim. To skłania ją do refleksji nad tymi wszystkimi, którzy Boga jeszcze nie znają.

Całe jej życie było szybkim marszem ku wielkiej doskonałości, jej pragnienia zbawienia dusz i głoszenia Imienia Bożego były stałe, cały czas wzrastały i stanowiły jeden z bardzo ważnych elementów jej świętości.167 To pragnienie i powołanie misyjne, które w sobie odkrywała, skłoniło ją do wstąpienia do Karmelu Tereziańskiego w bardzo młodym wieku. Jak zaświadczyła Celina jej chęć wstąpienia do zakonu już była misyjna,i skierowana bardziej na modlitwę i ofiarę niż aktywną działalność misyjną. Spotkała się jednak z wielkimi przeciwnościami, gdyż ani przełożony Karmelu ani biskup nie chcieli zezwolić na przyjęcie czternastoletniej, a potem piętnastoletniej dziewczyny do Zakonu o surowej regule. Ratunek widziała tylko w zgodzie samego Ojca Świętego, do którego wybrała się wraz ze „swoim królem” i Celiną aby uczcić złoty jubileusz kapłaństwa Leona XIII. Tak pisała o tym wydarzeniu: „(...) zobaczyłam cud największy: <Leona XIII”Na ten dzień czekałam i zarazem się go bałam, od niego bowiem zależało moje powołanie. (...) Słowem, jedyną deską ratunku było pozwolenie Ojca Świętego. (...) byłam u stóp Ojca Świętego; gdy ucałowałam pantofel, wyciągnął do mnie rękę, lecz ja, zamiast ją ucałować, złożyłam ręce i podnosząc ku niemu oczy skąpane we łzach, wykrzyknęłam: <Ojcze Święty, chcę cię prosić o wielką łaskę! (...) rzekłam, dla uczczenia twojego jubileuszu, pozwól mi wstąpić do Karmelu w wieku 15 lat! (...) Ojciec święty powiedział: <uczyń tak, jak ci powiedzą przełożeni>”168.

Teresa w Rękopisie A bardzo dużo miejsca poświęca tej podróży i ze szczegółami ją opisuje. Odegrała ona w jej życiu decydującą rolę. Wspominając ten najważniejszy moment w swoim życiu tak go streściła: „W Rzymie Jezus przekuł swoją zabawkę, chciał zobaczyć, co jest w środku, po czym, zadowolony z odkrycia, porzucił swoją piłkę i zasnął”169.
Celina zaświadczyła również, w procesie apostolskim, że podczas tej podróży w wieku 14 lat Teresa czytała Annales missionarires, o siostrach misjonarkach170. Teresa wiedząc jakie były oczekiwania rodziców „(...) postanowiła nie zawieść ich nadziei. Gdy miała 14 lat, czytając kilka stron Rocznika Sióstr Misjonarek, przerwała lekturę i powiedziała mi: <Nie chcę więcej czytać na ten temat; mam już i tak mocne pragnienie zostania misjonarką. Co stanie się jeżeli jeszcze ożywię je przez obrazy tego apostolstwa? Chcę być karmelitanką>. Następnie wyjaśniła mi powód tej decyzji: <Chcę bardziej cierpieć i przez to zbawić więcej dusz>”171.

Ojciec J. Gogola, Karmelita Bosy, tak skomentował tę wypowiedź Teresy: „Wniosek, jaki się spontanicznie nasuwa po przeczytaniu tego tekstu, jest taki, że w wieku 14 lat Teresa jeszcze nie dostrzega ścisłego związku, jaki istnieje pomiędzy Karmelem a misjami„172. Zaangażowanie w ewangelizację jest wyrazem uniwersalnej miłości. Dawać świadectwo i głosić innym nowe życie w Chrystusie oraz Jego orędzie nadziei, oznacza miłować ich. Teresa zapragnęła radykalnie wejść na tę drogę ofiarnej miłości, by jak najwięcej dusz pozyskać dla Chrystusa. Możemy twierdzić, że święta dostrzegała z pewnością różnice między dziełem Chrystusa, który ustanowił Kościół jako część swojego zbawczego planu, a działaniem samego Kościoła, w którym wielką rolę dla zbawienia dusz odgrywa praca misyjna.

Te trzy etapy rozwoju Teresy, ukazują nam jej duchową drogę w rozumieniu posłannictwa i misji Kościoła. Miłość Jezusa, która jest „jedyną jej miłością”rodzi w sercu Teresy troskę o dzieło zbawcze Chrystusa-Oblubieńca na ziemi. Dzięki głębokiej i wyłącznej miłości Jezusa, Teresa dochodzi do pełnej świadomości swego zaangażowania misyjnego, które zrealizuje w Karmelu, mimo drzwi zamkniętych.

2. Realizacja powołania misyjnego w Karmelu

Teresa wstąpiła do Karmelu 9 kwietnia 1888, w święto Zwiastowania, trzy miesiące po podróży do Rzymu. Rozpoczął się dla niej okres rozkwitu powołania misyjnego. W trzech odrębnych Rękopisach, tworzących tematyczną całość i składających się na chronologiczny opis życia i duchowego rozwoju autorki, powstających właśnie w Karmelu, znajdujemy najpiękniejsze stronnice poświęcone ufnemu zawierzeniu Bogu, jedności między miłością Boga a miłością bliźniego, powołaniu misyjnemu w Kościele173.
Duchowy rozwój rozumienia powołania misyjnego prześledzimy w kontekście powstawania nowej fundacji w Sajgonie, do której miała być wysłana, w odkryciu powołania w powołaniu, którym jest miłość oraz duchowej relacji Teresy z dwoma misjonarzami: ks. Maurycym Bellierem i ks. Adolfem Rollandem.
Realizując to powołanie w Karmelu, pomimo jego surowej reguły oddzielającej od życia świata i wydajającej się zamykać na niego, Teresa „(...) nie straciła swej wielkiej zdolności otwarcia się na innych i miłowania ich, jaką posiadała przedtem. Sprzyjało temu powołanie Karmelu, który żyje życiem Kościoła, jego najważniejszymi zadaniami”174. Reformatorka Zakonu Karmelitańskiego Teresa z Avila, patronka małej świętej, zakładając pierwsze placówki karmelitanek bosych, kierowała się motywem apostolskim. Pragnęła by karmelitanki modliły się za Kościół i kapłanów. Ta tradycja jest obecna w Karmelu, do którego wstąpiła nasza święta.

Ojciec S. Zieliński podał w swoim referacie dotyczącym misji w życiu świętej Teresy, że „Karmel w Lisieux, do którego wstępowała Teresa, był także naznaczony duchem misyjnym. Z tego klasztoru w 1861 r. a więc 27 lat przed wstąpieniem Teresy, wyjechały cztery karmelitanki do Sajgonu, by dać początek nowej fundacji w kraju misyjnym”175. W Karmelu w Lisieux często mówiło się o misjach, wspomagało się je ofiarami nie tylko duchowymi, chętnie przyjmowało się misjonarzy, braci duchowych św. Teresy: ks. Maurycego Belliere i ks. Adolfa Rollanda. Jak widzimy Siostry nie tylko modlą się za głosicieli Ewangelii ale również biorą czynny udział w zakładaniu nowych klasztorów na dalekich terenach misyjnych. W tym Karmelu jak podaje S. Zieliński przez kilka lat przebywała również siostra, która była w klasztorze w Sajgonie.

Ważnym wydarzeniem, który zarysowuje nam czynny zapał misyjny Teresy i jej gotowość i otwarcie na wyjazd na misje, było to, że „dwa lata przed śmiercią Teresy, w 1895 r. powstaje nowa fundacja misyjna karmelitanek w Hanoi. Fundatorką jest karmelitanka z Sajgonu. Klasztor w Lisieux pragnie wspomóc, także personalnie, obie te fundacje”176. Teresa była proponowana do wyjazdu do tych fundacji, o czym sama wspominała w jednym z listów do brata misjonarza: „(...) byłabym szczęśliwa, jadąc do Tonkinu, gdyby Pan Bóg raczył mnie wezwać. Może brat się zdziwi; istotnie, czyż myśl o wyjeździe do Tonkinu nie jest dla karmelitanki marzeniem? Otóż nie! To nie marzenie; owszem, zapewniam, że jeżeli Jezus nie zabierze mnie wkrótce do karmelu w Niebie, pojadę pewnego dnia do klasztoru w Hanoi, bo obecnie powstał tam nowy dom, ufundowany niedawno przez Karmel w Sajgonie”177. O tym jak pragnęła tego wyjazdu pisała nam również matka Agnieszka w Żółtym zeszycie (Novissima verba) wspominając słowa świętej: „Chciałabym pojechać do Hanoi, aby dużo cierpieć dla Boga. Chciałabym tam pojechać, aby być zupełnie sama i nie mieć żadnej pociechy na ziemi”178. Teresa sama o tej możliwości wyjazdu wspomina już w Rękopisie A nie wprost ale alegorycznie pisała:„Jak zakończą się te <dzieje małego białego kwiatu>? Być może zostanie zerwany za swojej świeżości? A może przeszczepią go na inny brzeg”179. Teresa liczyła się z możliwością wyjazdu ale póki co realizowała swoje powołanie misyjne w trochę inny sposób bardziej duchowy poprzez modlitwę i ofiarę: „(...) mam powołanie, by być Apostołem...chciałabym przemierzać świat głosząc twoje imię, i postawić na ziemi niewiernych twój zwycięski Krzyż…lecz, o mój Ukochany, nie wystarczyłaby mi jedna misja, chciałabym głosić ewangelię w pięciu częściach świata naraz, aż po najdalsze wyspy... Chciałabym być misjonarką nie tylko przez kilka lat, ale począwszy od założenia świata aż po jego kres...A nade wszystko, Umiłowany mój Zbawicielu, chciałabym dla ciebie przelać krew do ostatniej kropli...”180.
Teresa w tych słowach zdradziła nam to, co kryje się w jej sercu. Poszukuje swojego powołania w powołaniu, ponieważ chce być wszystkim. Odczuwa wewnętrzne napięcie, które doprowadziło ją do odnalezienia własnej „małej drogi”, w której zrealizuje wszystkie swoje pragnienia.

Powrót do góry

2.1. „Być Miłością w Sercu Kościoła”

Teresa w swoich pragnieniach przekroczyła podstawowy cel karmelitanki, nie tylko chciała się modlić w wyznaczonych intencjach, ale być wszystkim181: „Zrozumiałam, że Kościół posiada Serce i że to serce płonie miłością, że jedynie Miłość pobudza członki Kościoła do działania i gdyby przypadkiem zabrakło Miłości, Apostołowie przestaliby głosić Ewangelię, Męczennicy nie chcieliby przelewać krwi swojej... Zrozumiałam, że miłość zamyka w sobie wszystkie powołania, że miłość jest wszystkim, obejmuje wszystkie czasy i wszystkie miejsca...jedynym słowem - Jest Wieczna!...Zatem uniesiona szałem radości, zawołałam: <O Jezu, Miłości moja…nareszcie znalazłam moje powołanie, moim powołaniem jest Miłość! Tak, znalazłam swoje miejsce w Kościele, a to miejsce, mój Boże Ty sam mi ofiarowałeś...W sercu Kościoła, mojej Matki, będę Miłością…w ten sposób będę wszystkim i moje marzenie zostanie spełnione!!!..””182. Teresa zrozumiała istotę Kościoła i odnalazła powołanie w powołaniu. W tym momencie zauważamy, że forma działalności apostolskiej schodzi na drugi plan. Teresa przyjęła formę realizacji powołania misyjnego pokrytą z formą własnego zakonu to odkrycie tak opisała: „Jedyne, o co prosi, to Miłość....Potrafi już tylko to jedno: kochać ciebie, Jezu...Olśniewające czyny są mu zakazane, nie może głosić Ewangelii, przelewać krwi...ale czy to ważne? W jego miejsce pracują bracia, a ono, dziecko, stoi przy tronie Króla i Królowej i kocha za swych braci, którzy walczą....Lecz w jaki sposób okaże swą miłość, skoro miłość dowodzi się w czynach? Otóż będzie rzucać kwiaty, nasyci tron królewski zapachami, będzie śpiewać srebrnym głosem pieśń Miłości...”183.Te słowa Teresa umieściła w Rękopisie B, który zredagowała dwa miesiące po „unii apostolskiej”, korespondencji z Maurycym i po pierwszych listach do brata misjonarza O. Roullanda i po jego wyjeździe na misje do Chin. Możemy w tych słowach wyczuć już istniejącą relację między nią a braćmi misjonarzami, którą opisze dopiero w Rękopisie C. Teresa całkowicie zaufała Bogu i Jemu zostawiła drogi i sposoby dotarcia do innych ze swoim przesłaniem o zbawieniu.

Pomimo poczucia własnej niemocy i ubóstwa Teresa koncentrowała się całkowicie na Chrystusie i jego łasce. Prosiła o większą miłość, o to by mogła się stać niewolnicą Jego miłości i przez to pociągała innych, gdyż miłująca dusza nie umiałaby biec sama jej pragnieniem jest biec z innymi. Jak pisał J. Gogola „Jest to wspaniałe ujęcie logiki autentycznej działalności apostolskiej. Apostoł jest człowiekiem całkowicie należącym do Chrystusa, całkowicie skoncentrowanym na Chrystusie i tym sposobem niemal spontanicznie pociąga innych do Chrystusa. Skuteczność jego działania zależy, zwyczajnym biegiem rzeczy, od jego osobistej świętości”184. Miłość nadała życiu karmelitańskiemu Teresy wymiar apostolski, dlatego misje „ad gentes” są obecne w przeżyciach duchowych Teresy gdy odkrywa, że jej powołaniem jest miłość. Dzięki niej mogła „rzucać kwiaty”185 swoich cierpień duchowych, związanych z ciemnością wiary i fizycznych, pod koniec życia bardzo bolesnych. Swoje cierpienia ofiaruje za niewierzących i swoich barci misjonarzy186..

Powrót do góry

2.2. Dzieło miłości

W Rękopisie C i Listach napisanych do braci misjonarzy, można powiedzieć na wskroś misyjnych, poznajemy jeszcze bardziej misyjną duszę świętej Teresy i jej rozumienie powołania misyjnego. To dzieło miłości w tym miejscu przyjmuje konkretne formy: jest duchowym towarzyszeniem. Miłość jest duszą apostolatu, o czym również pisał św. Jan Paweł II w Redemptoris missio: „miłość jest zasadą działania oraz celem, do którego należy dążyć”187. To prowadzi Teresę do zjednoczenia w modlitwie i działaniach poprzez swoje ofiary ze swoimi braćmi oraz do pełnej realizacji powołania misyjnego po śmierci.
Matka Agnieszka od Jezusa, Paulina rodzona siostra świętej, znając dobrze pragnienia swojej młodszej siostry, by mieć brata kapłana i być misjonarzem, zleciła jej za zadanie korespondencję z młodym seminarzystą, który prosił w liście „(...) o siostrę, która troszczyłaby się w szczególny sposób o zbawienie jego duszy oraz wspomogłaby go modlitwą i wyrzeczeniem, kiedy pojedzie na misje, aby tym samym mógł ocalić wiele dusz””188. Ks. Maurycy Bartłomiej Belliere (1874-1907), osierocony przez matkę, był seminarzystą diecezji Bayeux pragnącym wyjechać na misje, na które się zgłosił. Wypłynął statkiem do Aligieru 29 września 1897 r. w przeddzień śmierci Teresy, gdzie miał wstąpić do nowicjatu Ojców Białych189.

Teresa to zadanie zlecone przez Matkę Agnieszkę przyjęła z wielką radością. Świadoma zobowiązania, zabierając się do dzieła, wzbudziła w sobie podwójną gorliwość poprzez modlitwę i wyrzeczenie. Teresa w Rękopisie C, gdy opisuje jak Matka Teresa z Avila przysłała jej pierwszego brata190 przedstawia nam jak rozumie powołanie karmelitanki:„(…) karmelitanka wspiera misjonarza głównie modlitwą i wyrzeczeniem, czasem jednak, gdy Jezus pragnie połączyć dwie dusze dla swojej chwały, pozwala, by od czasu do czasu mogły podzielić się ze sobą i zachęcić do jeszcze żarliwszej miłości Boga”191. Korespondencja Teresy i Maurycego trwała od 21 października 1896 r. do 2 października 1897 r. Tego dnia przyszedł do Teresy ostatni list wysłany przez Maurycego, który czytała z wysokości nieba. Wcześniej z Maurycym korespondowała Matka Agnieszka w imieniu Teresy. Teresa pisała do przyszłego misjonarza z polecenia Matki Gonazagi, nowej przeoryszy Karmelu192.

Ta roczna korespondencja przedstawia nam dojrzałość młodej karmelitanki i jej zaangażowanie czynne w sprawy misji i misjonarzy. W pierwszym liście skierowanym do Maurycego Teresa pisała: „Proszę Go [Boga], by Ksiądz był nie tylko dobrym misjonarzem, ale i świętym, rozpłomienionym miłością Boga i innych dusz. Błagam, by ksiądz wyjednał mi także tę miłość, abym mogła skutecznie wspomagać Księdza w pracy apostolskiej. Wiadomo przecież Księdzu, że karmelitanka, która by nie była apostołem, oddaliłaby się od celu swego powołania i przestałaby być córką anielskiej św. Teresy, która pragnęła tysiąckrotnie oddać życie, byleby zbawić choć jedną duszę”193. To pragnienie zbawiania dusz Teresa bardzo często przytacza w listach pisanych do Maurycego, tak w liście z 26 grudnia 1896 r. pisała: „Pracujmy wspólnie, by zbawiać innych. A dysponujemy wyłącznie dniem tego życia, by ich ocalić i w ten sposób okazać Panu naszą miłość. Po tym dniu nastąpi wieczność”194. W tym liście Teresa zdradza już czytelnikowi, że jest świadoma swojej choroby (zaraziła się gruźlicą podczas opieki nad chorymi siostrami). W kolejnym liście Teresa wyraźniej pisze o swojej przyszłości i realizacji powołania misyjnego już po śmierci: „(...) gdyby Jezus spełnił moje przeczucie, obiecuję Księdzu, że w górze pozostanę małą siostrą. Nasza więź nie ustanie, a nawet się wzmocni; nie będzie już klauzury ani krat i moja dusza swobodnie poleci za Księdzem do odległych misyjnych krajów”195. W liście z 13 lipca Teresa napisała otwarcie, że będzie obecna przy młodym misjonarzu: „(...) będę tuż przy nim, zobaczę wszystko, czego potrzebuje, i nie dam spokoju dobremu Bogu, dopóki nie da wszystkiego, czego będę chciała!...Kiedy wyruszysz do Afryki, udam się za Tobą już nie tylko myślą i modlitwą, lecz będę z Tobą zawsze i Twoja wiara będzie umiała odgadnąć obecność małej siostry, którą Jezus dał Ci nie po to, by była wsparciem dla brata przez zaledwie dwa lata, lecz do ostatniego dnia jego życia”196. Wiemy ze świadectw Maurycego, że Teresa spełniła swoją zapowiedź.
Maurycy po śmierci Teresy tak zaświadczył: „Czekała na mnie, kiedy przybyłem pierwszego! I pomagała mi podczas rekolekcji, i była obecna w niedzielę, kiedy otrzymanie habitu uczyniło ze mnie misjonarza”197. Po śmierci Teresy Maurycy przez lata modlił się do niej i prowadził z nią dialog, tak jakby żyła. Odegrała ona w jego życiu bardzo ważną rolę, była dla niego siostrą a zarazem matką, której nie miał. Kiedy nawracał i głosił Chrystusa w Afryce przedstawiał również swoją mała siostrę, której wiele zawdzięczał. Ze źródeł, z których czerpiemy wiedzę na jego temat, jasno wynika, że nie był wielkim człowiekiem. Ani zanim poznał Teresę, ani potem, nie wybił się ponad tych, z którymi służył na misjach. „Zjawił się w życiu Teresy nie jako rycerz w błyszczącej zbroi, ale słaby, potrzebujący człowiek, wrażliwy, czuły, głęboko świadomy swoich grzechów. Nie prosiła go o żadne wielkie osiągnięcia, nie wyznaczała zbyt wygórowanych celów. To nie jego prawość wywołała jej miłość do niego”198, ale właśnie jego słabość ją do niego zbliżyła. On stał się kwintesencją „małej duszy”, która pociągała Teresę. Po powrocie z terenów misyjnych, pracy w Nyassaland (dzisiejsza Malawia), wrócił chory do Francji i zmarł w szpitalu Bon Sauveur (Dobrego Zbawiciela) w Caen, gdzie przebywał niegdyś pan Martin. Pogrzebano go w pobliżu przybranej matki, na cmentarzu Langrune w Calvados. Dziś zgromadzono wiele źródłowych tekstów oraz pogłębionych studiów dotyczących księdza Belliera oraz duchowego z nim braterstwa Teresy199.

Opiekę nad drugim duchowym bratem, Ks. Adolfem Roulland (1870-1934) zleciła jej Matka Gonzaga: „<Czy zechciałaby siostra przyjąć na siebie troskę o pewnego misjonarza, który niedługo zostanie kapłanem i wyruszy na misje?>”200. Teresa tak streściła tę propozycję: „Moim pierwszym uczuciem była radość, zaraz jednak przyszła obawa. Wyjaśniłam ci, Matko, że ofiarowałam już swoje biedne zasługi i że sądziłam tym samym, iż nie mogę się podjąć czegoś podobnego wobec jeszcze jednego misjonarza”201. W dalszym ciągu tego opisu dowiadujemy się jeszcze raz o powołaniu karmelitanki:
„gorliwość karmelitanki winna rozpalić cały świat”202. Teresa świadoma tego, że moc posłuszeństwa podwaja zasługi przyjmuje w opiekę duchową drugiego brata, którym był seminarzysta w Stowarzyszeniu Misji Zagranicznych w Paryżu, a na miesiąc przed święceniami kapłańskimi poprosił za pośrednictwem o. Norberta z klasztoru norbertanów w Mondaye (Calvados) Matkę Gonzagę, by wybrała jedną ze swoich córek, aby wypraszała dla niego potrzebne łaski i w ten sposób z nim współpracowała w przyszłym jego apostolacie misyjnym203. Matka Gonzaga wybrała właśnie Teresę, którą poprosiła o dyskrecję i wobec wspólnoty się tym nie dzieliła204. O. Roulland wyjechał do Chin w 1896 r. Był misjonarzem w Syczuanie, w 1909 r. został wezwany do Francji pełnił funkcję dyrektora, potem ekonoma w Seminarium Misji Zagranicznych w Paryżu. Składał zeznania w procesie kanonicznym duchowej swojej siostry. Zmarł 12 maja 1934 r. Relacja Teresy i o. Adolfa była inna od tej, którą miała z ks. Maurycym.

W listach pisanych do o. Roulland, czytamy o tym jak w swojej codzienności Teresa towarzyszyła mu w jego pracy misyjnej. W liście do niego skierowanym 30 lipca 1896 r. czytamy: „Wszystko co mnie otacza, przypomina mi brata. Mapa Syczuanu przypięta jest do ściany pomieszczenia, w którym pracuję, a obrazek dany mi przez Brata [Obrazek pamiątkowy święceń kapłańskich o. Roulland. Na odwrocie napisał na prośbę Teresy następujące słowa: <Tu na ziemi pracujemy wspólnie, w niebie podzielimy nagrodę>] spoczywa na moim sercu, w księdze Ewangelii, z którą nie rozstaję się nigdy”205. Na podstawie tego listu możemy twierdzić, że Teresa jest wobec młodego seminarzysty swobodniejsza i treść tych listów do niego skierowanych jest głębsza i dłuższa, bardziej skoncentrowana na Bogu. Teresa w tym samym liście ukazuje nam role, którą pełnią w tym dziele apostolskim: „(...) jedyną moją bronią jest miłość i cierpienie, a mieczem Brata jest słowo i prace apostolskie”206. Określa siebie, jako Mojżesza a Brata jako Jozuego pisała: „Jak Jozue, Tak Brat walczy w polu, ja zaś jestem Twoim małym Mojżeszem, a serce moje wznosi się nieustannie ku Niebu, by wyjednać zwycięstwo. O Bracie mój! jakże byłbyś pożałowania godny, gdyby sam Jezus nie podtrzymał ramion „Twojego Mojżesza”207. To właśnie o. Roulland zapoznaje Teresę z żywotami świętych misjonarzy o. Nempon, Teofana Vénard, Alojzego Gonzagi, którzy odegrają ważną rolę w jej ostatnich dniach życia. Teresa w jednym z listów dziękowała braciszkowi za przysłaną książkę, tak pisała do niego: „Dziękuję bardzo za przysłaną nam książkę Dusza Misjonarza, która mnie żywo zainteresowała, pomogła mi towarzyszyć Bratu w Jego długiej podróży. Życie Ojca Nempon jest doskonale zatytułowane, odsłania rzeczywiście <duszę misjonarza>, a raczej dusze wszystkich apostołów godnych tego imienia”208. Teresa odkąd otrzymała pod duchową opiekę dwóch braci misjonarzy, wszystkie swoje trudy i ofiary dnia codziennego ofiarowała za misje i misjonarzy. Ta intencja, była w niej bardzo żywa i nadawała sens jej codzienności. Zauważamy również jej większe zainteresowanie lekturą misyjną, o czym sama świadczyła: „Po wyjeździe Brata czytałam żywoty kilku misjonarzy (...). Między innymi czytałam żywot Teofana Vénard, zainteresował mnie i wzruszył bardziej niż to wyrazić zdołam (...)”209.

Teofana Vénard, był synem Jean Vénard i Marie Gueret, był kapłanem, misjonarzem, męczennikiem. Urodził się 21 listopada 1829 r. w Saint-Loup-sur-Thouet, Deux-Sevres we Francji. Chciał zostać misjonarzem dlatego wstąpił do Stowarzyszenia Misji Zagranicznych (Missions Etrangeres de Paris). Święcenia kapłańskie przyjął w 1852 r. Na misje wyruszył tego samego roku zatrzymując się najpierw w Singapurze, potem udał się do Hongkongu, gdzie uczył się chińskiego. Dwa lata później przybył do Wietnamu. Jak czytamy w jego biografii podczas prześladowań został aresztowany 30 listopada 1860 r. Przetransportowany został w klatce do Hanoi, gdzie później został ścięty 2 lutego 1861 r. Papież Pius X beatyfikował go 2 maja 1909 r. a św. Jan Paweł II ogłosił go świętym 19 czerwca 1988 r. w grupie 117 męczenników wietnamskich210.

W liście wcześniej wspomnianym Teresa pisze o. Roulland o możliwości wyjazdu na misje i o swoimi specjalnym powołaniu: „Może Brat chciałby wiedzieć, co sądzi nasza Matka o moim pragnieniu wyjazdu do Tonkinu? Wierzy w moje powołanie, (bo doprawdy trzeba specjalnego powołania, nie każda Karmelitanka czuje się wezwana do opuszczenia ojczyzny), ale nie wierzy, by moje powołanie mogło być urzeczywistnione”211. Teresa, gdy pisała te słowa była już chora na gruźlicę, dlatego Matka Gonzaga, która wówczas była przeoryszą w Karmelu wątpiła w to, że Teresa pojedzie na placówkę misyjną i w nowennie do Teofana Vénard, wraz ze wspólnotą prosiła o znak woli Bożej. Teresa tak opisała Matce Agnieszce ten fakt: „Czy pamiętasz, że kiedy w listopadzie powstał projekt wysłania mnie do Tonkinu, siostry chcąc otrzymać znak woli Bożej rozpoczęły nowennę do Teofana Vénard? W tym czasie wróciłam do wszystkich ćwiczeń zakonnych, nawet do odmawiania jutrzni. I właśnie podczas nowenny zaczęłam na nowo kaszleć, a potem było coraz gorzej”212. Jak wiemy Teresa za życia nie udała się w kraje misyjne, jej pragnienie spełniło się dopiero po śmierci. Teresa pokazała nam, że można współpracować w dziele misyjnym nie tylko poprzez działania „ad gentes” ale również poprzez dzieło miłości, okazując troskę o tych, którzy są daleko, tak jak i o tych, którzy są blisko. Formami jej uczestnictwa była: modlitwa za misje i o powołania misyjne, pomagała misjonarzom w ich przeżyciach poprzez kontakt listowny, śledziła z zainteresowaniem ich działalność, ofiarowała w tych intencjach trudy dnia codziennego i choroby213.

Powrót do góry

3. Misyjny charakter ostatnich dni Teresy

Jej siostra Agnieszka, w Żółtym zeszycie, przedstawia nam w pełni misyjny wymiar duchowości św. Teresy, która w tym czasie szczególnie zaprzyjaźniła się duchowo z św. Teofanem Vénard i wraz z nim towarzyszyła misjonarzom. Jest to zbiór ostatnich rozmów ze świętą, spisanych przez Paulinę od 7 kwietnia 1897 do 30 września 1897 r. z małymi przerwami. Agnieszka przedstawiła nam Teresę całkowicie oddaną sprawie misji. Wszystko, co Teresa mogła, oddawała na rzecz misji. W zapiskach z 1 maja mamy pierwszą wzmiankę o dwuletniej tajemnicy, którą Teresa zachowała przed s. Agnieszką i która była dla niej wielkim wyrzeczeniem, o czym zaświadczyła: „Wobec tego jednak, że Nasza Matka zabroniła jej zwierzyć mi się z tego, powiedziała mi tylko to, co sama usłyszała podczas rekreacji. Prawie dwuletnie milczenie o kontaktach z tym misjonarzem było dla niej wielką ofiarą”214. Teresa została poproszona, o namalowanie dla o. Roulland obrazka na pergaminie. Wszystkie przybory malarskie miała pod opieką Paulina (s. Agnieszka), gdyż jak sama wspominała wszystkie sprawy związane z malarstwem jej podlegały215 Teresa aby zachować dyskrecję do końca przed s. Agnieszką i aby nie dać jej powodu do domysłów tak korzystała z przyborów malarskich, by siostra się nie domyśliła216. Teresa wszystkie możliwe sytuacje, które były dla niej trudne lub sprawiały jej przykrość, ofiarowała z myślą o misjonarzach lub nawet Chińczykach.

Pewnego razu, jak relacjonuje nam jej siostra w Novissima Verba, otrzymała nowy habit, w którym bardzo źle wyglądała, gdy Paulina ją zapytała czy sprawia jej to przykrość odpowiedziała jej: „Ani trochę! Nie więcej, jakby należał do Chińczyka oddalonego o dwa tysiące mil stąd. Chciałabym pojechać do Hanoi, aby dużo cierpieć dla Boga. Chciałabym tam pojechać, aby być zupełnie sama i nie mieć żadnej pociechy na ziemi. Nie przychodzi mi nawet myśl, że mogłabym być tam użyteczna; wiem dobrze, że nie zrobiłabym nic217. Chodząc po ogrodzie klasztornym ostatkiem sił powiedziała siostrom, że chodzi w intencji misjonarza, by on miał siły do chodzenia i głoszenia imienia Pana. Teresa, gdy pisała te słowa przechodziła największe ciemności w swoim życiu, trzy dni przed śmiercią powiedziała: „Gdybym nie miała wiary, nie potrafiłabym znieść takich cierpień. Aż się dziwię, że tylko tylu ludzi niewierzących zadaje sobie śmierć”218. Cierpienie fizyczne Teresy jest tak wielkie, że wątpi także w skuteczność lekarstw, ale i to potrafi ofiarować: „Jestem przekonana o skuteczności lekarstw dla mego wyzdrowienia. Ułożyłam się jednak z Panem Bogiem, że przyniosą one korzyść ubogim misjonarzom, którzy nie mają czasu, ani środków, aby się leczyć. Proszę Go, aby lekarstwa i odpoczynek, do którego jestem zobowiązana, uzdrowiły ich zamiast mnie”219. Podczas nasilającego się bólu ciała miała myśli skierowane ku Bogu, pewnego razu powiedziała, że zamiast wieńców na pogrzebie: „chciałabym, aby wykupiono dla mnie troje małych Murzynków: jednego Marię-Ludwika-Martin, drugiego Marię-Teofana i dziewczynkę, która by się nazywała Maria-Cecylia, a jeszcze Marię-Teresę”220. Zapytana w sierpniu, kiedy już jej ciało było wyczerpane kaszlem, czy myśli o braciach misjonarzach odpowiedziała s. Agnieszce: „Myślałam o nich często. Ale od czasu jak jestem chora, nie potrafię wiele myśleć”221

Teresa w czasie choroby zaprzyjaźniła się duchowo z wcześniej wspomnianym Teofanem Vénard, z którym jak pisała wiele ją łączyło: „Teofan Vénard podoba mi się jeszcze bardziej niż Alojzy Gonzaga, ponieważ życie św. Alojzego Gonzagi jest niezwykłe, a jego całkiem zwyczajne. Poza tym to on sam mówi, a o świętym opowiada ktoś drugi i każe mu mówić; nic więcej prawie nie wiemy o jego <małej> duszy. Teofan Vénard kochał bardzo swoją rodzinę. I ja także kocham bardzo moją<małą rodzinę>222. W innym miejscu czytamy: „Bardzo bym chciała mieć jego obrazek. To jest dusza, która mi odpowiada. Św. Alojzy Gonzaga był poważny nawet podczas rekreacji, ale Teofan Vénard był zawsze wesoły”223. Jego obrazek i zdjęcia swoich braci misjonarzy miała przypięte na firance w infirmerii. Bardzo często wzrok kierowała na swoich przyjaciół, pewnego razu patrząc na fotografię o. Belliere w mundurze wojskowym wyrzekła słowa: „I to temu żołnierzowi o tak bojowym wyglądzie udzielam rad, jakby był małą dziewczynką! Wskazuję mu drogę miłości i ufności”224. Gdy s. Genowefa pewnego razu poprawiała jej posłanie i niechcący poruszyła firanką, na której wisiały obrazki Teresa powiedziała do niej: „Uważaj na małego Teofana!”225.

W miesiącu, w którym odeszła do Pana doznała szczególnej radości, gdyż 6 września przyniesiono jej relikwie Teofana Vénard do ucałowania jak wspominała s. Agnieszka z tego powodu płakała z radości226.

11 września powiedziała do Pauliny: „Mateczka umrze ostatnia, przyjdziemy po nią z Teofanem Vénard, kiedy już skończy swą pracę dla mnie...chyba, że dusze będą jej potrzebowały”227. Z wielką czcią odnosiła się do wizerunku Teofana s. Agnieszka zaświadczyła, że nawet go głaskała, czego Teresa się wyparła228. Parę dni przed śmiercią Teresa wyznała: „Mali będą sądzeni z wielką łagodnością (por. Mdr 6,7). A małym można zostać nawet piastując najwyższe urzędy, nawet żyjąc bardzo długo. Choćbym umarła mając osiemdziesiąt lat i choćbym żyła w Chinach czy gdziekolwiek, umierałabym równie mała, jak dzisiaj”229. Te słowa są streszczeniem jej duchowości, którą jest „mała droga”, którą ujęła cały świat. Również są dowodem na to, dlaczego Teresa umiłowała właśnie Teofana Vénard. On jak go nazywała również był „mały” tak jak ona, dlatego odnalazła w nim bratnią duszę.

S. Agnieszka w pozostawionym dziele ukazała nam jak Teresa przeżywała swoje powołanie misyjne w tych ostatnich dniach życia. To dzieło jej miłości w tym czasie ukonkretniło się w cierpieniach fizycznych i duchowych, których na łożu boleści doświadczała. To były jej „kwiatki”, które rzucała przed tron Najwyższego dla ubłagania potrzebnych łask dla misji i misjonarzy. Teresa pokazała nam jak można przeżywać swoje powołanie misyjne nie będąc na misjach.


Powrót do góry

Zakończenie

Teresa pokazała nam jak można przeżywać swoje powołanie misyjne nie będąc na misjach. Każdy chrześcijanin, na mocy chrztu świętego, jest zobowiązany do głoszenia Dobrej Nowiny. To zadanie wypełni tylko wtedy, gdy będzie zakorzeniony w Chrystusie, kiedy jego współpraca misyjna będzie „przeżywana przede wszystkim w osobistym zjednoczeniu z Chrystusem: tylko w zjednoczeniu z Nim, jak latorośl z krzewem winnym (por. J 15, 5), może przynosić dobre owoce”230.

Św. Jan Paweł II w Encyklice Redemptoris Missio podkreślił, że „impuls misyjny„ należy do wewnętrznej natury życia chrześcijańskiego231. Rozwój tego impulsu doskonale przedstawia nam Teresa w pismach, które nam zostawiła. Pełniejszy obraz jej duchowości misyjnej odkrywamy, w rozmowach spisanych przez jej siostrę Agnieszkę, z okresu ostatnich czterech miesięcy jej życia, możemy go również scharakteryzować słowami tej samej encykliki: „wszyscy chrześcijanie, członkowie Kościoła, na mocy chrztu świętego są współodpowiedzialni za działalność misyjną. Udział wspólnot i poszczególnych wiernych w tym prawie i obowiązku nazywa się <współpracą misyjną>”232

Jak podaje nam wspominana wyżej encyklika wśród form współpracy w dziele misyjnym pierwsze miejsce zajmuje „(...) współpraca duchowa: modlitwa, ofiara, świadectwo życia chrześcijańskiego”233.Teresa doskonale wypełniła to zadanie wobec swoich współbraci jak i innych misjonarzy, co przyczyniło się do tego, że nadano jej tytuł patronki Misji.

Niniejsza praca stanowi cząstkowe opracowanie rozległego zagadnienia, jakim jest dzieło misyjne Kościoła w rozumieniu i realizacji przez św. Teresę od Dzieciątka Jezus, patronkę misji. Dlatego celem pracy było przedstawienie w ujęciu historycznym szczególnego aspektu duchowości misyjnej św. Teresy od Dzieciątka Jezus. Starano się to ukazać w kolejnych trzech rozdziałach pracy, na początku, której ujęto w zarysie historię Francji w drugiej połowie XIX w. w kontekście kolonizacji. Ta sytuacja polityczna i religijna Francji była bardzo żywa w środowisku rodzinnym Teresy. To żywe i aktywne zaangażowanie religijne rodziców w sprawy Kościoła, Kraju i Misji ukształtowało w niej postawę otwartości na szerzenie Dobrej Nowiny tam, gdzie jeszcze nie dotarła i głoszenia jej tym, którzy jej jeszcze nie poznali. Dlatego praca po krótce najpierw przedstawia te konteksty religijne i społeczne czasu, w którym mała święta żyła a potem przedstawia jej osobiste rozumienie, odkrywanie powołania misyjnego oraz realizowanie go w klasztorze zamkniętym.

Misje były obecne w jej życiu od najmłodszych lat i myśl o misjach towarzyszyła jej w najbardziej decydujących przeżyciach duchowych, o których w wielu miejscach sama dała nam świadectwo. Jej miłość do misji wypływała ze źródła miłości Bożej i jej pragnienia by Imię Jezusa znało każde stworzenie. W wielu miejscach ubolewała nad tymi, którzy jeszcze nie poznali Miłości Miłosiernej. Pragnęła, by jej orędzie o Miłości Miłosiernej i „małej drodze” dotarło do każdego człowieka, dlatego obiecała, że po śmierci będzie spuszczać „deszcz różany” symbolizujący jej wstawiennictwo u Boga za nami. Niebem jej jest dobrze czynić na ziemi, czego dowodem jest dekret papieski ogłaszający ją Patronką misji. Po dziś dzień daje dowody swojej współpracy z misjonarzami poprzez ich liczne świadectwa. Jej rozwój wrażliwości misyjnej doszedł do realizacji misji ad gentes po śmierci w całej pełni. Teraz może być tam, gdzie nie mogła być za życia, wypełnia swoje powołanie misyjne w całej pełni.

Temat ten nie został całkowicie wyczerpany, gdyż jest to próba całościowego ujęcia duchowości misyjnej patronki misji św. Teresy od Dzieciątka Jezus. Duchowość misyjna Teresy została ujęta w kontekście historycznym i rodzinnym Teresy. Czeka on na poszerzenie ze strony osób zainteresowanych postacią i osobowością św. Teresy. Pisaniu pracy towarzyszyła nadzieja, że jej lektura przyczyni się do głębszego zrozumienia wyjątkowości zapału misyjnego św. Teresy, która mimo zamkniętych drzwi klauzury ze swoim zaangażowaniem misyjnym dotarła po krańce ziemi i została ogłoszona ich patronką misji.
Wielu trudu wymagać jeszcze będzie opracowanie i dogłębne przeanalizowanie środowiska rodzinnego Teresy w kontekście misji. Praca opierała się w tym temacie na tekstach źródłowych przetłumaczonych na język polski, ale bibliografia rodziców Martin jest o wiele bogatsza i opracowana w języku francuskim. Do pogłębienia tego tematu i rozwinięcia go konieczna jest znajomość języka francuskiego, z powodu braku jego znajomości temat ten nie został dostatecznie rozwinięty.

Powrót do góry

Przypisy

1 Zob. Dekret o misyjnej działalności Kościoła Ad gentes divinitus, [w:] Sobór Watykański II, Konstytucje, dekrety, deklaracje, Poznań 2002, s. 469.
2 Tamże, s. 441.
3 J. Gogola J., Dlaczego św. Teresa od Dzieciątka Jezus jest patronką misji?, „Karmel”, (wydanie specjalne), R: 1996, s. 133.
4 Por. M. Banaszak, Historia Kościoła Katolickiego, t.3, Akademia Teologii Katolickiej, Warszawa 1991, s.202-204, 256-259.
5 Tamże, s.203.
6 B. Kumor, Historia Kościoła, Czasy nowożytnie. Kościół w okresie absolutyzmu i oświecenia, część 6, Katolicki Uniwersytet Lubelski, Lublin 1985, s.197.
7 Por. Wikipedia „Artykuły Organiczne”,http://pl.wikipedia.org/wiki/Artyku%C5%82y_Organiczne.
8 L. J. Rogier, R. Aubert, M. D. Knowles, Historia Kościoła, 1848 do czasów współczesnych, część 5, Instytut Wydawniczy Pax, Warszawa 1985, s.25.
9 Tamże.
10 Tamże.
11 Tamże, s.26.
12 Zob. L. Gallimard, Komuna paryska, „ Odkrycia młodych”, R. 1992, nr 80, s. 1278-1279.
13 Zob. Z. Martin, Korespondencja rodzinna 1863-1877, Kraków 1981, s. 84-100.
14 Zob. B. Kumor, Historia Kościoła, cz. 7, Katolicki Uniwersytet Lubelski, Lublin 1991, s.233.
15 Zob. B. Kumor, Historia Kościoła, cz. 7, Katolicki Uniwersytet Lubelski, Lublin 1991, s. 230-236.
16 B. Kumor, Historia Kościoła, cz. 7, Katolicki Uniwersytet Lubelski, Lublin 1991, s. 79.
17 Zob. J. Pajewski, Historia powszechna 1871-1918, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 1999, s. 34-40.
18 Tamże, s. 39.
19 Tamże, s. 34.
20 Kościół misyjny, podstawowe studium misjologii, red. S. Karotemplera SDB, Warszawa 1997, s. 230.
21 Zob. J. Różański, Mocą Ducha Świętego. Ewangelizacja świata antycznego(I-V w.) „Misyjne drogi”, R. 2000, nr 79 (I-II), s. 13.
22 M. Banaszak, Historia Kościoła Katolickiego, t. 3, Akademia Teologii Katolickiej, Warszawa 1991, s. 316.
23 Kościół misyjny, podstawowe studium misjologii, red. S. Karotemplera SDB, Warszawa 1997, s. 223.
24 L. J. Rogier, R. Aubert, M. D. Knowles, Historia Kościoła, 1848 do czasów współczesnych, część 5, Instytut Wydawniczy Pax, Warszawa 1985, s. 293.
25 B. Kumor, Historia Kościoła, cz. 7, Katolicki Uniwersytet Lubelski, Lublin 1991, s. 212.
26 Zob. Kościół misyjny, podstawowe studium misjologii, red. S. Karotemplera SDB, Warszawa 1997, s. 230.
27 Tamże.
28 S. Zieliński, Misje w życiu św. Teresy od Dzieciątka Jezus, [w:] Święta Teresa z Lisieux słowem Boga dla świata, red. J. W. Gogola, Kraków 1998, s. 234.
29 Tamże.
30 M. Banaszak, Historia Kościoła Katolickiego, t. 3, Akademia Teologii Katolickiej, Warszawa 1991, s.313.
31 B. Kumor, Historia Kościoła, cz. 7, Katolicki Uniwersytet Lubelski, Lublin 1991, s. 78.
32 M. Banaszak, Historia Kościoła Katolickiego, t. 3, Akademia Teologii Katolickiej, Warszawa 1991, s. 319.
33 Tamże.
34 B. Kumor, Historia Kościoła, cz. 7, Katolicki Uniwersytet Lubelski, Lublin 1991, s. 78.
35 M. Banaszak, Historia Kościoła Katolickiego, t. 3, Akademia Teologii Katolickiej, Warszawa 1991, s. 321.
36 Tamże.
37 L. J. Rogier, R. Aubert, M. D. Knowles, Historia Kościoła, 1848 do czasów współczesnych, część 5, Instytut Wydawniczy Pax, Warszawa 1985, s. 293.
38 Tamże.
39 S. Zieliński, Misje w życiu św. Teresy od Dzieciątka Jezus, [w:] Święta Teresa z Lisieux słowem Boga dla świata, red. J. W. Gogola, Kraków 1998, s. 234.
40 J. Górski, Propedeutyka misjologii, Kraków 2000, s. 11.
41 Tamże, s. 43.
42 Por. Z. Martin, Korespondencja rodzinna, 1863-1877, Kraków 1981, s. 5.
43 Zob. Pallotyński Sekretariat Misyjny Prowincji Chrystusa Króla, „Misyjna beatyfikacja”, Internet- http://www.sekretariat-misyjny.pl/index.php?option- odczyt z 13 III 2015.
44 Zob. Karmelici Bosi, „Kanonizacja Zelii i Ludwika Martin”
, Internet-http://www.zyciezakonne.pl/karmelici-bosy-kanonizacja-zelii-i-ludwika-martin-48860/-odczyt z 13 III 2015.
45 Benedykt XVI, „Światowe Spotkanie Rodzin”. Walencja 2006 r. Internet- http//: www.opoka.org.pl/biblioteka/W/WP/benedykt -odczyt z 27 I 2015.
46 W. Ciak, Powołani razem do świętości. Rodzice Św. Teresy od Dzieciątka Jezus, Poznań 2008, s. 38.
47 Tamże, s. 39.
48 Tamże.
49 Z. Martin, Korespondencja rodzinna, 1863-1877, Kraków 1981, s. 31.
50 W. Ciak, Powołani razem do świętości. Rodzice Św. Teresy od Dzieciątka Jezus, Poznań 2008, s. 41.
51 Tamże, s. 39.
52 Z. Martin, Korespondencja rodzinna, 1863-1877, Kraków 1981, s. 57.
53 Tamże, s. 58
54 Tamże, s. 6.
55 Zob. W. Ciak, Powołani razem do świętości. Rodzice Św. Teresy od Dzieciątka Jezus, Poznań 2008, s. 47.
56 Tamże, s. 46.
57 Z. Martin, Korespondencja rodzinna, 1863-1877, Kraków 1981, s. 6.
58 Tamże, s. 115.
59 W. Ciak, Powołani razem do świętości. Rodzice Św. Teresy od Dzieciątka Jezus, Poznań 2008, s. 48.
60 Tamże.
61 Tamże.
62 Tamże.
63 S. J. Piat, Rodzina Martin. Szkoła świętości, z której wyszła św. Teresa od Dzieciątka Jezus, Kraków 1983, s. 31.
64 Tamże.
65 Tamże.
66 Tamże.
67 Z. Martin, Korespondencja rodzinna, 1863-1877, Kraków 1981, s. 316.
68 Zob. G. Gaucher, Dzieje życia. Teresa Martin, siostra Teresa od Dzieciątka Jezus i Najświętszego Oblicza, Kraków 2012, s. 18.
69 S. J. Piat, Rodzina Martin. Szkoła świętości, z której wyszła św. Teresa od Dzieciątka Jezus, Kraków 1983, s. 14.
70 Tamże, s. 15.
71 Zob. Z. Martin, Korespondencja rodzinna, 1863-1877, Kraków 1981, s. 38.
72 Tamże, s. 29.
73 S. J. Piat, Rodzina Martin. Szkoła świętości, z której wyszła św. Teresa od Dzieciątka Jezus, Kraków 1983, s. 15.
74 Tamże.
75 Tamże.
76 Tamże, s. 16.
77 Tamże.
78 Zob. W. Ciak, Powołani razem do świętości. Rodzice Św. Teresy od Dzieciątka Jezus, Poznań 2008, s. 26
79 Z. Martin, Korespondencja rodzinna, 1863-1877, Kraków 1981, s. 29.
80 S. J. Piat, Rodzina Martin. Szkoła świętości, z której wyszła św. Teresa od Dzieciątka Jezus, Kraków 1983, s. 17-18.
81 Z. Martin, Korespondencja rodzinna, 1863-1877, Kraków 1981, s. 29.
82 Zob. W. Ciak, Powołani razem do świętości. Rodzice Św. Teresy od Dzieciątka Jezus, Poznań 2008, s. 26.
83 Tamże, s. 24.
84 Zob. S. J. Piat, Rodzina Martin. Szkoła świętości, z której wyszła św. Teresa od Dzieciątka Jezus, Kraków 1983, s. 17.
85 Z. Martin, Korespondencja rodzinna, 1863-1877, Kraków 1981, s. 137.
86 Zob. S. J. Piat, Rodzina Martin. Szkoła świętości, z której wyszła św. Teresa od Dzieciątka Jezus, Kraków 1983, s. 17.
87 W. Ciak, Powołani razem do świętości. Rodzice Św. Teresy od Dzieciątka Jezus, Poznań 2008, s. 32. 88 Tamże, s. 35.
89 Zob. Z. Martin, Korespondencja rodzinna, 1863-1877, Kraków 1981, s. 96.
90 G. Gaucher, Dzieje życia. Teresa Martin, siostra Teresa od Dzieciątka Jezus i Najświętszego Oblicza, Kraków 2012, s. 18.
91 Tamże, s. 99.
92 Św. Teresa od dzieciątka Jezus, Rękopisy autobiograficzne, Kraków 1997, s. 51.
93 Tamże, s.7.
94 Por. Agnieszka od Jezusa, Żółty zeszyt, Warszawa 1975, s. 10.
95 Kai, Rodzona siostra małej Tereski na Ołtarze?, „Gość Niedzielny”, R: 2015, nr 5, s. 6.
96 Tamże.
97 Zob. Z. Martin, Korespondencja rodzinna, 1863-1877, Kraków 1981, s. 77.
98 Tamże, s. 78.
99 Tamże.
100 Tamże.
101 Tamże, s. 38.
102 Tamże, s. 42.
103 Tamże.
104 Tamże, s. 41.
105 Tamże, s. 46.
106 Tamże, s. 55.
107 Tamże, s, 56. 108 Św. Teresa od Dzieciatka Jezus, Rękopisy autobiograficzne, Kraków 1997, s. 275.
109 Z. Martin, Korespondencja rodzinna, 1863-1877, Kraków 1981, s. 88.
110 Tamże, s. 89.
111 Tamże, s. 101.
112 Por. L. Gallimard, Komuna paryska, „ Odkrycia młodych”, R. 1992, nr 80, s. 1278-1279.
113 Z. Martin, Korespondencja rodzinna, 1863-1877, Kraków 1981, s. 96.
114 Zob. S. J. Piat, Rodzina Martin. Szkoła świętości, z której wyszła św. Teresa od Dzieciątka Jezus, Kraków 1983, s. 57.
115 Tamże, s. 61
116 Z. Martin, Korespondencja rodzinna, 1863-1877, Kraków 1981, s. 158.
117 Tamże, s. 161.
118 Tamże, s. 165.
119 Tamże, s. 156.
120 Zob. G. Gaucher, Dzieje życia. Teresa Martin, siostra Teresa od Dzieciątka Jezus i Najświętszego Oblicza, Kraków 2012, s. 20.
121 Z. Martin, Korespondencja rodzinna, 1863-1877, Kraków 1981, s. 123.
122 Tamże, s. 124.
123 Tamże, s. 151.
124 Tamże, s. 163.
125 Zob. W. Ciak, Powołani razem do świętości. Rodzice Św. Teresy od Dzieciątka Jezus, Poznań 2008, s. 86.
126 Zob. S. J. Piat, Rodzina Martin. Szkoła świętości, z której wyszła św. Teresa od Dzieciątka Jezus, Kraków 1983, s. 119.
127 Św. Teresa od Dzieciątka Jezus, Rękopisy autobiograficzne, Kraków 1997, s. 50.
128 Zob. S. J. Piat, Rodzina Martin. Szkoła świętości, z której wyszła św. Teresa od Dzieciątka Jezus, Kraków 1983, s. 128.
129 Tamże, s. 129.
130 Tamże, s. 129.
131 Tamże, s. 130.
132 Zob. W. Ciak, Powołani razem do świętości. Rodzice Św. Teresy od Dzieciątka Jezus, Poznań 2008, s.103.
133 Tamże, s. 106.
134 Tamże, s. 110.
135 Tamże.
136 S. J. Piat, Rodzina Martin. Szkoła świętości, z której wyszła św. Teresa od Dzieciątka Jezus, Kraków 1983, s. 213.
137 Jan Paweł II, Encyklika, Evangelium vitae, nr 92, [w:] Dzieła zebrane. T. II, Kraków 1996, s. 737.
138 Św. Teresa od Dzieciątka Jezus, Rękopisy autobiograficzne, Kraków 1997, s. 201.
139 Tamże, s. 37.
140 Tamże, s. 38.
141 Tamże, s. 44.
142 Tamże.
143 Tamże, s. 48.
144 Tamże, s. 49.
145 Tamże, s. 43.
146 Tamże, s. 49.
147 Tamże.
148 Tamże, s. 51.
149 Tamże, s. 52-54.
150 Tamże, s. 55.
151 Widzimy tutaj zapowiedź rozumienia powołania misyjnego przez Teresę. Dla niej ofiara duchowa i praca nad sobą na rzecz misji jest ważniejsza od aktywności zewnętrznej.
152 Tamże, s. 66.
153 Tamże, s. 82.
154 Tamże, s. 93
155 Tamże, s. 70.
156 Tamże, s. 79.
157 Teresa do Komunii Świętej przystąpiła 8 maja 1884 r. w wieku 11 lat. Takie były wówczas przepisy diecezjalne. Na przyjęcie Jezusa do serca musiała czekać o rok dłużej, dlatego że urodziła się w styczniu. Postanowiła wynagrodzić sobie opóźnienie żarliwym przygotowaniem do tej uroczystości, które trwało dwa i pół miesiąca i było oparte na metodzie przygotowanej przez Paulinę. Zob. F. Kalvelage, Święta Teresa z Lisieux, Doktor Małej Drogi, Sandomierz 2010, s.213. Welon, który Teresa miała na głowie podczas I Komunii świętej obecnie znajduje się w skarbcu na Jasnej Górze w Częstochowie.
158 Św. Teresa od Dzieciątka Jezus, Dzieje duszy, Kraków 2002, s. 99.
159 Tamże, s. 122.
160 Św. Teresa od Dzieciątka Jezus, Rękopisy autobiograficzne, Kraków 1997, s. 106.
161 Tamże, s. 107.
162 Tamże, s. 108.
163 Tamże, s. 201.
164 Św. Teresa od Dzieciątka Jezus, Rękopisy autobiograficzne, Kraków 1997, s. 108-109.
165 Tamże.
166 Św. Teresa od Dzieciątka Jezus, Dzieje duszy, Kraków 2002, s. 29.
167 Zob. S. Zieliński, Misje w życiu św. Teresy od Dzieciątka Jezus, [w:] Święta Teresa z Lisieux słowem Boga dla świata, Kraków 1998, s. 237. 168 Św. Teresa od Dzieciątka Jezus, Rękopisy autobiograficzne, Kraków 1997, s. 139-140. 169 Tamże, s. 143. 170 Zob. S. Zieliński, Misje w życiu św. Teresy od Dzieciątka Jezus, [w:] Święta Teresa z Lisieux słowem Boga dla świata, Kraków 1998, s. 236. 171 Tamże. 172 J. Gogola, Dlaczego św. Teresa od Dzieciątka Jezus jest patronką misji?, „Karmel”, (wydanie specjalne), R: 1996, s. 128. 173 Zob. Jan Paweł II, Divini amoris scientia , „L’ Osservatore Romano” (wyd. polskie), R. 12: 1997, s. 29-36. 174 Na podstawie tych słów możemy pełniej zrozumieć wcześniejszą wypowiedź J. Gogoli odnośnie braku wiedzy św. Teresy, co do powołania misyjnego Zakonu karmelitańskiego, która wcześniej została przytoczona,. Por. J. Gogola, Dlaczego św. Teresa od Dzieciątka Jezus jest patronką misji?, „Karmel”, (wydanie specjalne), R: 1996, s. 128.
175 Zob. S. Zieliński, Misje w życiu św. Teresy od Dzieciątka Jezus, [w:] Święta Teresa z Lisieux słowem Boga dla świata, Kraków 1998, s. 235. 176 Tamże.
177 Św. Teresa od Dzieciątka Jezus, Listy, Kraków 2004, s. 419.
178 Agnieszka od Jezusa, Żółty zeszyt, Ostatnie rozmowy św. Teresy od Dzieciątka Jezus zebrane przez Matkę Agnieszkę od Jezusa, Warszawa 1975, s. 22
179 Św. Teresa od Dzieciątka Jezus, Rękopisy autobiograficzne, Kraków 1997, s. 183. 180 Tamże, s. 198
181 Teresa przeniosła swoje pragnienia z dzieciństwa na życie karmelitanki. Jako mała dziewczynka, gdy jej pokazano zabawki nie wybrała jednej, ale wszystkie: „Wybieram wszystko!”. To wyrażenie jak stwierdziła streszcza jej życie. Sama Teresa używa go w swoich pismach aż 95 razy. Zob. Św. Teresa od Dzieciątka Jezus, Rękopisy autobiograficzne, Kraków 1997, s. 46-47.
182 Tamże, s. 200.
183 Tamże, s. 203.
182 Tamże, s. 200.
183 Tamże, s. 203.
186 Tamże.
187 Jan Paweł II, Encyklika, Redemptoris missio, nr 60, [w:] Dzieła zebrane. T. I, Kraków 1996, s. 433.
188 P. Ahern, Maurycy i Teresa. Dzieje miłości, Warszawa 2005, s. 18.
189 Działalności misyjna Ojców Białych została szerzej przedstawiona w rozdziale pierwszym zob. s. 11
190 Ks. Belliere prosił o duchową siostrę właśnie w uroczystość Matki Teresy z Avila, zob. P. Ahern, Maurycy i Teresa. Dzieje miłości, Warszawa 2005, s. 18.
191 Św. Teresa od Dzieciątka Jezus, Rękopisy autobiograficzne, Kraków 1997, s. 277.
192 Szerzej na ten temat: P. Ahern, Maurycy i Teresa. Dzieje miłości, Warszawa 2005, s.37.
193 Tamże, s. 41.
194 Tamże, s. 53.
195 Tamże, s. 69.
196 Tamże, s. 121
197 Tamże, s. 191.
198 Tamże, s. 215.
199 Św. Teresa od Dzieciątka Jezus, Rękopisy autobiograficzne, Kraków 1997, s. 276.
200 Tamże s. 279.
201 Tamże.
202 Tamże.
203 Zob. Św. Teresa od Dzieciątka Jezus, Listy, Kraków 2004, s. 356.
204 Zob. Agnieszka od Jezusa, Żółty zeszyt, Ostatnie rozmowy św. Teresy od Dzieciątka Jezus zebrane przez Matkę Agnieszkę od Jezusa, Warszawa 1975, s. 19.
205 Św. Teresa od Dzieciątka Jezus, Listy, Kraków 2004, s. 371.
206 Tamże, s. 372.
207 Tamże, s. 389.
208 Pełny tytuł tej pozycji brzmi: Życie o. Nempon, misjonarza apostolskiego w zachodnim Tonkinie, tamże, s.383.
209 Teresa zachwycona postacią misjonarza Teofana Vénard, jak czytamy w tym liście, spontanicznie pod wpływem lektury układa dla niego wiersz „Do Teofana Vénard”. Jak czytamy w przypisie do tego listu lektura ta zapoczątkowała jedną z „wielkich przyjaźni” Teresy, która szczególnego blasku nabrała w ostatnich czterech miesiącach życia Teresy, zob. Tamże, s. 422.
210 Zob. Wikipedia, św. Jan Teofan Venard, Internet-http://pl.wikipedia.org/wiki/Teofan_V%C3%A9nard-odczyt z 21 IV 2015.
211 Tamże, s. 420.
212 Agnieszka. od Jezusa, Żółty zeszyt, Ostatnie rozmowy św. Teresy od Dzieciątka Jezus zebrane przez Matkę Agnieszkę od Jezusa, Warszawa 1975, s. 29.
213 Por. Tamże.
214 Tamże, s. 18.
215 O zdolnościach malarskich sióstr Martin, a szczególnie Pauliny, wspomniałam w poprzednim rozdziale, gdy opisywałam zdolności manualne Ludwika i Zelii Martin.
216 Agnieszka od Jezusa, Żółty zeszyt, Ostatnie rozmowy św. Teresy od Dzieciątka Jezus zebrane przez Matkę Agnieszkę od Jezusa, Warszawa 1975, s. 18.
217 Tamże, s. 22.
218 Tamże, s. 9.
219 Tamże, s. 25-26.
220 Tamże, s. 72.
221 Tamże, s. 107.
222 Tamże, s. 25.
223 Tamże, s. 29.
224 Ten fragment potwierdza różnicę podejścia Teresy i jej dojrzałość wobec Braci, z którymi miała odmienną relację. Ks. Belliere był zagubiony, dlatego otaczała go miłością matczyną i siostrzaną. Drugiego brata misjonarza prosiła o modlitwę za niego. Zob. T. od Dzieciątka Jezus, Listy, Kraków 2004, s. 390.
225 Agnieszka od Jezusa, Żółty zeszyt, Ostatnie rozmowy św. Teresy od Dzieciątka Jezus zebrane przez Matkę Agnieszkę od Jezusa, Warszawa 1975, s. 138.
226 Tamże, s. 169.
227 Tamże, s. 172.
228 Tamże, s. 186.
229 Tamże, s. 187.
230 Jan Paweł II, Encyklika, Redemptoris missio, nr 60, [w:] Dzieła zebrane. T. I, Kraków 1996, s. 447.
231 Tamże, nr 1, s. 379.
232 Tamże, nr 77, s. 447.
233 Tamże.


Powrót do góry